niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział V

Zmarszczyła brwi po chwili otwierając ciężkie powieki. Pierwsze co zobaczyła to biały sufit, który w niczym nie przypominał sufit w jej pokoju. Dobrze znała każde pęknięcie na swoim suficie. Dom, w którym mieszkała miał już dobre parę... naście lat. Dobrze wiedziała, że dom potrzebuje odnowienia, lecz nie miała na to środków, ani kogoś kto by jej pomógł, gdyż znała swoje możliwości i wiedziała, że sama nie da sobie z tym rady. Jest jeszcze Mary, która by jej pomogła, ale nie chce wykorzystywać swojej przyjaciółki. 
Przy próbie podniesienia się poczuła ból w okolicy szyi jak i ból głowy. Gdy udało jej się usiąść przyłożyła swoją drobną dłoń do szyi, w miejscu pulsującego bólu. Pod opuszkami palców wyczuła dwie małe ranki. Otworzyła szerzej oczy przypominając sobie wczorajsze zajście. A l e x. - przeszło jej przez myśl. Jest wampirem. Teraz pamięta. Chciała go odwiedzić, podziękować i odejść, lecz zobaczyła jak... pożywia się ludzką kobietą, chciała uciec, ale uniemożliwił jej to. Zdarł z niej ubranie. Uświadomiła sobie właśnie, że jest w samym staniku i w spodniach. Natychmiast naciągnęła kołdrę tak by zakryć górną cześć ciała. Potem... ugryzł ją. 
Odrzuciła kołdrę na bok zrywając się z łóżka. Nie zostanie tutaj ani minuty dłużej. Podeszła do szafy by sprawdzić czy jest coś co mogłaby ubrać, Znalazł na dnie szafy czarną bluzkę. Wzięła ją i obejrzała. Kobieca - stwierdziła w myślach. Nie wnikała dlaczego Alex ma kobiece ubrania, bo mało ją to w tej chwili interesowało. Poza tym nawet nie chciała wiedzieć. Ubrała bluzkę po czym podeszła do drzwi łapiąc za klamkę. Nim otworzyła drzwi stała chwilę w ciszy nasłuchując czy nikt nie idzie. Otworzyła po cichu drzwi, które wydały jak na złość ciche skrzypnięcie. Wyszła na korytarz poświęcając kilka sekund na to by zamknąć za sobą po cichu drzwi. Ruszyła powoli przed siebie . Na korytarzu panowała ciemność, jakby nie mógł być oświetlony. On naprawdę lubił ciemność. Jej wzrok w minimalnym stopniu przyzwyczaił się do ciemność, ale mimo wszystko trzymała się ściany. Instynktownie szła przed siebie chcąc się jak najszybciej wydostać z tego budynku. Jak najszybciej i jak najciszej by nie stanąć twarzą w twarz z Alex'em. Dalej wypierała ze swojej głowy fakt, że mężczyzna nie jest człowiekiem, lecz z drugiej strony tłumaczyłoby to jego zachowanie. Wcześniej gdy wilk ją zaatakował, a ona cudem przeżyła, potem reszta tych dziwnych wydarzeń i jego zachowań. Dotarła do schodów, po których po cichu, ale szybko zeszła. Zatrzymała się w miejscu, gdzie przytwierdzał ją do ściany i... Pokręciła głową. Bała się. Ręce jej się trzęsły, a serce biło jak szalone. Wiedziała o tym doskonale, ale zbierała się w sobie i szła przed siebie zatrzymując się przy drzwiach. Złapała za klamkę chcąc otworzyć drzwi, lecz gdy tylko je pociągnęła i gdy się lekko otworzyły zaraz z hukiem się zamknęły. Uniosła wzrok dostrzegając rękę, która zamknęła drzwi. Przesunęła wzrokiem wzdłuż ramienia i zatrzymała swój przerażony wzrok na twarzy czarnowłosego. Wysiliła się na uśmiech.
- A gdzie my to się wybieramy, co ? - Spytał
Nie odpowiedziała mu. Nie traciła czasu. Odsunęła się by następnie rzucić się w drogę powrotną. Przebiegła korytarz wbiegając do kuchni. Alex stał dalej przy drzwiach uśmiechając się pod nosem. Myślała jaka ta ludzka dziewczyna jest głupia . Nie ucieknie mu nie ważne jak daleko chciałaby od niego uciec nie da rady. A on lubił zabawę w kotka i myszkę. Lubił gonić swe ofiary by potem patrzeć na ich ból. Cóż, miał coś w sobie z sadysty. Ruszył wolnym krokiem za nią widząc, gdzie wbiega. 
Będąc w kuchni rozejrzała się za czymś ostrym. Otworzyła szafkę. Patelnie, garnki . Po co mu to, skoro on nie jada ? Prawda ? Nie ! Nie powinna teraz o tym myśleć . Nim znalazła to czego szukała on już był w kuchni. 
- Głodna ? Bo ja bardzo. - Odezwał się przerywając cisze, która zapadła na te długie kilka sekund.
Natychmiast wyprostowała się, chwyciła uprzednio patelnię, którą rzuciła w jego kierunku. Czarnowłosy zrobił unik odrywając bok od framugi. Patelnia uderzyła w ścianę, po czym upadła na podłogę. Za nią poleciał garnek, kolejny garnek, talerz. Rzucała w niego wszystkim co miała pod ręką, a on to jedno złapał to zrobił unik, aż nie znalazł się przy niej i nie złapał ją za rękę, w którym trzymała wałek. Zacisnął palce na tyle mocno by jej twarz wykrzywiła się z bólu. Wbrew woli puściła wałek. Uniosła wzrok na jego twarz. Wzdrygnęła się. Był zły. Jego tęczówki były czarne, jakby źrenica pochłonęła całą tęczówkę. Przełknęła głośno ślinę wysilając sie na uśmiech. Uciekła wzrokiem. Uśmiecha się jak głupia mając nadzieję, że to pomoże. Czułą ciężar jego spojrzenia.
- Zrobiło się to naprawdę irytujące, Kao. Nie chcesz chyba bym był zły ? Robię się wtedy bardzo nieprzyjemny.
- N-Nie... Skądże. - Odparła szeptem. - Mógłbyś... - Zerknęła na swój nadgarstek. Poluźnił uścisk uświadamiając sobie, że za mocno ścisnął. Cóż... Przynajmniej nie oberwie już wałkiem. Nie puścił jednak jej nadgarstka gdyż dalej go trzymał. Kao wyłapała tą szansę drugą ręką chwyciła leżący niedaleko nóż i nim ten zareagował wbiła mu go w krtań. Zaskoczony tym puścił jej nadgarstek a ta rzuciła się w stronę wyjścia. Opuściła kuchnię, przebiegła korytarz po czym dopadła do drzwi, które otworzyła opuszczając tą rezydencję. Biegła ile sił w nogach. Nie miała czasu na zmęczenie. Adrenalina działa cuda. 
Oparł się o blat, pluną krwią po czym wyciągnął nóż ze swojej szyi i rzucił go do zlewu.
- Pieprzona suka! - Warknął pod nosem przykładając dłoń do rany, która dalej krwawiła, lecz zaczęła się powoli goić. Po kilku sekundach zabliźniła się. Wyprostował się opuszczając salon.  
Dotarła do swojego domu na ostatnim tchu. Kilka razy się potknęła, lecz szybko pozbierała się i biegła dalej. Teraz wygrzebała z kieszeni spodni klucze, drżącymi dłońmi znalazła ten odpowiedni po czym otworzyła drzwi wpadając do środka i zamykając je za sobą. Dopiero teraz dotarło do niej co zrobiła. Prawdopodobnie jest na nią wściekły. Zabije ją ? Wkurzyła kogoś kogo nie powinna wkurzyć. Ogarnął ją strach, objęła się ramionami i siedząc pod drzwiami długie kilka chwil starała się zebrać w sobie na tyle by wstać i iść na górę. Zapaliła światło w swoim pokoju, następnie przeszła do łazienki, w której również zapaliła światło. Zrzuciła z siebie ubranie po czym weszła pod prysznic zmywając z siebie wszystko. Bolące mięśnie dawały o sobie znać. Najprawdopodobniej był to jej najdłuższy dystans, który pokonała nie robiąc sobie przerwy. Przesunęła swoją dłoń, która spoczęła na szyi, w miejscu małych ranek. To nie był sen. On naprawdę był wampirem, wampirem, który chciał zrobić sobie z niej obiad. Nie powinna mieć wyrzutów sumienia dotyczących tego, że wbiła mu nóż w szyję. Nic mu nie będzie. Pokręciła głową zakręcając wodę i wychodząc spod prysznica ubrała się w piżamę opuszczając łazienkę. Stała w swoim pokoju patrząc na na okno, do którego podeszła. Pisnęła widząc jak ciemno włosy wyłania się z cienia drzew z ponurym uśmiechem. Odsunęła się od okna zatykając dłonią usta. Weź się w garść ! - warknęła jej podświadomość. Zacisnęła dłoń w pięść po czym opuściła pokój. Schodząc po schodach zwątpiła w swoją odwagę, gdy rozległo się pukanie do drzwi zatrzymała się i chciała się wycofać. Zebrała się jednak w sobie i podeszła do drzwi łapiąc za klamkę wzięła kilka głębszych wdechów po czym otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się ciemnowłosy, miał zakrwawioną koszulkę, ślady krwi na szyi, lecz po ranie nie było śladu.
- Nie było to przyjemne, Kotek. - Powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć, że nie jest zadowolony z tego co zrobiła, a wręcz zły.
- To była... To była samoobrona ! - Wytłumaczyła.
- Samoobrona ? - Uniósł brew do góry.
- Tak, samoobrona ! Zaatakowałeś mnie.
- Przypomnę ci, że to ty rzucałaś we mnie wszystkim co miałaś pod ręką.
- A ja ci przypomnę, że to ty zdarłeś ze mnie ubranie i zrobiłeś to co zrobiłeś! - Odparła pewniej, a strach ustąpił miejsca innym uczuciom. - I do tego jeszcze to. - Uniosła dłoń, a na jej nadgarstku widniał czerwony ślad jego palców.
- Cóż... To była moja samoobrona. - Stwierdził przez chwilę skupiając swoje czarne tęczówki na śladzie, który zostawił. - Mógłbym ci ją połamać jak gałązkę. - Powiedział pod nosem unosząc kącik ust do góry. Słysząc do Kao cofnęła się krok do tyłu, a widząc to na jego twarzy pojawiło się jeszcze większe zadowolenie z tego, że się boi. 
- Po co... Po co tutaj przyszedłeś ? - Zapytała.
- Przyszedłem po to byś mnie przeprosiła za to co zrobiłaś. Wiesz, wbicie noża w gardło nie było przyjemne. 
Nie miała zamiaru przepraszać go za to, co zrobiła by się obronić, lecz w jego słowach było trochę prawdy. Spuściła wzrok, a grzywka przysłoniła jej oczy. Jej uwagę przykuło to, że nie wszedł jeszcze do środka a mógł. Stał w progu i ani drgnął. Uniosła po chwili wzrok zatrzymując spojrzenie na jej twarzy. Powinna go przeprosić, nie chce bać się wychodzić z domu i modlić się by nie rozerwał jej, ani nie połamał jak to powiedział "jak gałązkę". Może zrobić też coś Mary. Przełknęła ślinę.
- P-Przepraszam. - Wydukała odwracając wzrok w bok.
- Czekaj chwilę... Nie dosłyszałem, powtórzysz ? - Jego uśmiech był wredny co jeszcze bardziej podirytowało Kao. Przeprosiła go bo bała się, że zrobi coś jej lub Mary.
- Przepraszam !- Powiedziała na tyle głośno by ją usłyszał, a przy okazji z cichą nadzieją, że ogłuchnie. Z tego co wiedziała wampiry niby mają bardzo dobry słuch.
Stali tak. Ona patrzyła na niego, on na nią czekając na coś. W końcu nie wytrzymał i zechciał ją olśnić.
- Doczekam się zaproszenia i czegoś z procentami ? Planowałem krwawą zemstę, która w tej chwili nie zda się na nic skoro mnie przeprosiłaś a ja byłem na tyle miły i przyjąłem twoje przeprosiny. - Jego mina mówiła sama za siebie. Kao nie wiedziała co zrobić. Skoro potrzebował zaproszenia to nie mógł wejść do jej domu nie ważne jak bardzo by chciał. Do tego ta krwawa zemsta. Znowu odczuła strach.
Czarnowłosy słysząc jak rytm serca dziewczyny staje się szybszy westchnął przeczesując palcami dłoni ciemne włosy.
- Nie masz czego się bać. Nic ci nie zrobiłem teraz, przedtem pomijając chwilę mojej słabości. 
- Dlaczego mam ci wierzyć ? - spytała nieufanie.
- A masz jakiś inny wybór? To będzie część twoich przeprosin, a skoro je przyjąłem to nic ci nie zrobię. Nie łamię danego słowa. - Oznajmił.
Brązowowłosa chwilę się wahała i rozważała każde za i przeciw. W końcu westchnęła i odsunęła się.
- Proszę... Wejdź. - Powiedziała cicho. Alex przekroczył wchodząc do jej domu.


czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział IV

Stał oparty o ścianę tuż obok wejścia do salonu, w której leżał jego gość. Na jego ustach pojawił się dość nikły uśmiech. Że też tak łatwo usnęła, w obcym domu u obcego mężczyzny, który ponad to nie jest człowiekiem. Taka bezbronna. Odchylił lekko głowę do tyłu, zamykając oczy. Skupił się na jej osobie, na jej oddechu, który słyszał. Na jej tętnie, jego myśli uciekły do jej krwi. Ten zapach, tak pociągający, uzależniający. Przejechał językiem po swoich górnych zębach uświadamiając sobie, że ma wysunięte kły. Był to jednak najmniejszy problem bo przez myśl przeszło mu rzucenie tego co postanowił i pójście do  salonu by wgryźć się w jej szyję, dostać się do żyły, w której płynęła ciepła krew, której tak pożądał. Otrząsnął się z tego, otworzył oczy i uderzył pięścią w ścianę, o którą się opierał. W miejscu gdzie uderzył powstało wgniecenie, ściana popękała a  niewielka ilość tynku posypała się na ziemię. Ta dziewczyna źle na niego działa, bardzo źle. Nigdy nie pożądał tak jednej ludzkiej kobiety jak teraz. Jeszcze trochę i pożegnałaby się ze swoim życiem. Wystarczyło by dał się bardziej ponieść swoim zwierzęcym instynktom wzmocnionym rządzą krwi. Opanował się w ostatniej chwili. Oderwał plecy od ściany i odszedł kierując się w stronę schodów, które pokonał. Następnie udał się na koniec ciemnego korytarza i zatrzymał się przed drzwiami do swojego pokoju. Wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Podrapał się po piersi idąc do łazienki, która była w pokoju. Musi wziąć naprawdę długą kąpiel by odczekać swoją chwilę słabości, która właśnie nastała. Cholerny człowiek! Nigdy nie pragnął tak bardzo jakiegoś człowieka jak jej w tej chwili. Było to dość... Irytujące, ponieważ mógł ją mieć, a jednak nie chciał bo by ją wtedy zabił. Czasem przestaje rozumieć samego siebie, co jest dziwne. 
Po kąpieli, która trwała do puki woda nie zrobiła się zimna, ubrał się i opuścił łazienkę. Na sobie miał tylko bokserki i spodnie. Jego dom i może chodzić sobie jak chce, a to że lubi chodzić tak jak teraz to jego własny interes. Poza tym nie zapowiadało się by dzisiaj gdziekolwiek miał wychodzić. Zszedł na dół i skręcając w lewo znalazł się w salonie. Nie, nie będzie siedział i gapił się na dziewczynę, bo na początku miał taki zamiar. Za bardzo by go kusiła. Jej niewinna śpiąca twarzyczka, na którą teraz patrzy. Przyłapując się na tym odwrócił wzrok podchodząc do barku by zabrać z niego butelkę z whisky. Po czym opuścił salon ze swoim przyjacielem. Posiedzi w kuchni i poczeka aż się obudzi. Niby nie było to jakieś wymyślne zajęcie, ale zawsze jakieś. Był cierpliwy, bardzo cierpliwy. Otworzył butelkę siadając przy stole. W ogóle zastanawiał się po co mu kuchnia skoro nie jada ludzkiego jedzenia, które uważa za obrzydliwe. Zaczynał wlewać w siebie alkohol. Oczywiście tak by starczył mu jak najdłużej. W lodówce jeszcze miał wódkę, więc daleko nie musiał iść. 

Kao zaczęła się budzić. Gdy odzyskała kontakt ze światem, który straciła w mniejszym stopniu po wypiciu kilku butelek wina, usiadła przecierając dłonią twarz. Wraz z rzeczywistością powitał ją jeszcze ból głowy. Rozejrzała się uważnie po salonie, który był jej dość znajomy. Już raz tutaj była i wiedziała czyj to salon. Przyszła do Alex'a. Przyłożyła dłoń do czoła, ból głowy nasilił się w chwili gdy chciała sobie przypomnieć coś jeszcze.
- Jak się spało na mojej sofie? 
Dziewczyna podskoczyła od razu przenosząc wzrok na Alex'a, który stał oparty biodrem o framugę wejścia do salonu z dłońmi w kieszeni... I bez koszulki. Odwróciła wzrok od mężczyzny.
- Muszę przyznać, że jest dość wygodna. - Odpowiedziała.
- Cieszy mnie ten fakt, że tak bardzo polubiłaś spać na mojej sofie, ale mój dom to nie hotel, tak tylko przypominam. - Chciał się jej pozbyć, nie dlatego, że jej nie lubił. Doszedł do takiego wniosku siedząc i pijąc w kuchni. Za bardzo jej pożądał i nie wie ile wytrzyma powstrzymując się. 
Kao nie wyglądała na zaskoczoną jego słowami. To Alex, już wiedziała, że to dupek, który raz jest miły a raz tak bardzo oziębły, że odpycha od siebie wszystko i wszystkich.
- Dużo byś zarobił gdybyś z tego domu zrobił hotel. - Stwierdziła wstając.
- Możliwe. - Wzruszył ramionami. - A teraz zbieraj się, odprowadzę cię do domu.
- Już ? - Zapytała udając wielkie zawiedzenie jednocześnie odwracając się do niego przodem.
- Um... Nim mnie wyrzucisz za drzwi, a potem jak dżentelmen odprowadzisz do domu chciałabym zapytać czy masz coś na ból głowy?
- Nie. - Odpowiedział krótko, zaś jego tęczówki delikatnie pociemniały co nie umknęło uwadze Kao. Zlekceważyła jednak to bo uznała, że mogło jej się przewidzieć.
Kao naburmuszyła się, gdyż było to dość nieuprzejme, rozumiała jednak, że wprosiła się i zawitała tutaj naprawdę długo, a widząc jego irytację, którą tak bardzo chciał ukryć postanowiła, że po prostu nie będzie się narzucać i posłusznie opuści domostwo owego dupka.
- Tylko ubierz się. - Mruknęła wymijając sofę. 
- To poczekaj. - Rzucił odchodząc. Wrócił po kilku minutach w koszulce, następnie ubrał buty i otworzył jej drzwi. Kao wyszła i ruszyła przed siebie wiedząc doskonale, że Alex ją odprowadzi i tak było. Mężczyzna był zaraz obok niej i dopiero teraz poczuła od niego zapach alkoholu. Pewnie pił, lecz nie był to jej interes, bynajmniej w tej chwili.
Resztę drogi pokonali w milczeniu. Gdy znaleźli się na skraju lasu Alex był nieco za nią, trzyma dziwny dystans. Zatrzymała się i patrzyła przed siebie.
- Uhm... Mimo wszystko dziękuję Ci, że mnie odprowadziłeś. - Powiedziała odwracając się w jego stronę, lecz mężczyzny już tam nie było. Rozejrzała się uważnie po okolicy, lecz nigdzie go nie dostrzegła. Zostawił ją. Ciekawiło ją kiedy... Nie! Nie ciekawiło jej to. Nie powinien od tak znikać, przecież to niemożliwe! Żaden człowiek nie jest w stanie od tak na pstryknięcie palców zniknąć. A chciała byś miła w przeciwieństwie do niego i podziękować mu za to, że nie wystawił jej za drzwi pijanej, że ją położył i nic nie zrobił. W końcu to mężczyzna. Mruknęła coś pod nosem i nieco zła na Alex'a ruszyła w stronę swojego domu.
Zaraz po dotarciu do domu weszła do kuchni, wzięła coś na ból głowy i antybiotyk, który musiała zażyć.  Wszystko popiła wodą. Skoro wzięła tabletki również powinna coś zjeść, gdyż jej brzuch już domagał się jedzenia. Zaczęła robić omlet, gdy szykowała produkty odezwał się jej telefon. Sięgnęła po niego i odebrała.
- Nigdy więcej z tobą nie piję, Kao. - Burknęła Mary.
Kao zaś zaśmiała się cicho.
- Zawsze tak mówisz, a gdy przychodzisz do mnie to i tak ze mną pijesz.
- Zamknij się. - Mruknęła.
- Też cię kocham, Mary. - Powiedział rozbawiona. - A tak poza tym, chciałaś coś ? - Spytała po chwili. Mary długo milczała.
- Nie, po prostu dzwonię by ci oznajmić, że więcej z tobą nie pije. 
- Zobaczymy. 
Kao wiedziała swoje, zaś Mary swoje. Zawsze i tak wychodziło na to, że Kao miała rację. Rozmawiały jeszcze chwilę po czym rozłączyła się i odłożyła telefon na blat zabierajac się za robienie omletu. Mary zawsze to niej dzwoniła i zarzekała się, żę więcej z nią nie wypije. Co jak co, ale gdy przychodziła do niej to tak czy siak siadały przy lampce wina. Tak już było i będzie, nie ważne co powie Mary. Mimo to piły tylko na jakieś okazje i dla przyjemności, a nie po to by się upić. Przełożyła omlet na talerz i usiadła do stołu zaczynając jeść przygotowane danie. Jej myśli ponownie uciekły do tajemniczego zniknięcia. Dobrze słyszała jego kroki za sobą, a on od tak zniknął. Przecież to nie mieściło się w głowie. Musi to z nim wyjaśnić, bo w końcu co ma do stracenia ? Właściwie to nic. Do głowy przyszła jej jednak dość niedorzeczna myśl. A może on jest mordercą ? Ale po krótkim namyśle stwierdziła, że to głupi pomysł. Przecież zabiłby ją przy pierwszej lepszej okazji, a on mimo to jej pomógł. Nie zmienia to faktu, że zwróciła uwagę na jego dziwne zachowanie dzisiaj rano. Był chłodny i wyglądał jakby go coś wkurzyło. Może to z jej powodu ? Może nie lubi gości, a ona się narzuciła. Przecież nie wiedziała co robi, była pijana w mniejszym stopniu. Jako tako kontaktowała, ale bardzo słabo. Westchnęła ciężko opierając policzek o swoją dłoń. Bawiąc się tak tym omletem straciła w ogóle ochotę na jedzenie, zjadła trochę i już jej starczy. Wstała więc i resztę omletu wyrzuciła zaś talerz wrzuciła do zlewu wraz z patelnią. Zabrała się za mycie naczyń by po prostu nie zalegały. Gdy skończyła udała się do salonu, tam usadowiła się wygodnie na kanapie i włączyła telewizor. Sięgnął po poduszkę, którą objęła i wlepiła wzrok w ekran telewizora. Leciała właśnie jakaś komedia romantyczna. Lubiła takie filmy, więc z przyjemnością oddała się oglądaniu. 
Tak zleciały jej dwie godziny miłego seansu i niemyślenia o tym wszystkim co się wydarzyło . Sięgnęła po pilot i zaczęła skakać po programach z nadzieją, że znajdzie coś co zajmie jej znowu dość sporo czasu. Niby miała iść do Alex'a i z jednej strony chciała, a z drugiej odczuwała dziwny lęk przed jego reakcją na jego widok. W końcu mężczyzna dość otwarcie oznajmił jej, że ma opuścić jego dom. Westchnęła cicho i wtedy usłyszała to. Ktoś pukał do jej drzwi. Zdziwiona odłożyła poduszkę i wstała wychodząc z salonu i podchodząc do drzwi. W tym czasie nieoczekiwany gość ponownie zapukał, zaś dziewczyna w tej chwili otworzyła drzwi. Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie. W drzwiach stał Raphael, jej przyjaciel z dawnych lat. Powitał ją z uśmiechem na twarzy.
- Byłem w pobliżu, więc postanowiłem wpaść i odwiedzić swoją przyjaciółkę. - Wyjaśnił swoją niezapowiedziana wizytę, gdyż widział, że Kao jet zaskoczona. Kao zaś przywołała na swoją twarz wesoły uśmiech.
- To fajnie, wejdź. - Powiedziała zapraszając mężczyznę by wszedł. Ten na początku zawahał się przy przechodzeniu w progu, ale w końcu przekroczył go i wszedł do środka.
- Miałem do załatwienia parę spraw w tym mieście, więc jak wspomniałem wpadłem cię odwiedzić. Więc opowiadaj. - Szedł za dziewczyną do kuchni gdzie go prowadziła. 
- Cieszę się, że wpadłeś. - Rzekła. - Chcesz coś do picia ? - Zapytała nim odpowiedziała nastawiając wodę.
- Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę.
Skinęła głową.
- Więc nic ciekawego się nie działo. No... Oprócz tego. - Uniosła swoją rękę pokazując zabandażowane przedramię. - Byłam na tyle mądra by wracać przez las do domu, jak widzisz skończyło się na tym. 
- Ty to zawsze masz pomysły Kao. - Stwierdził z uśmiechem odsuwając krzesło, na którym usiadł.
- No tak, ja i moje szalone pomysły. - Zaśmiała się cicho wyciągając kubek. Skoro on nic nie chciał to ona sobie zrobi herbatę. Naprawdę zaskoczyły ją te odwiedziny. Szczególnie jego. Zerknęła na niego ukradkiem. Raphael był wysokim blondynem o niebieskich oczach. Uśmiechnęła się do niego gdy przyłapał ją. Odwóciła wzrok od mężczyzny po czym zalał sobie herbatę i z kubkiem usiadła na przeciwko niego.
- Więc co musiałeś tutaj załatwić ? - Spytała ciekawa. Na twarzy Raphaela pojawiło się małe zmieszanie.
- Wiesz Kao... Sprawy biznesowe. - Wyjaśnił. - Nie ma tutaj mówić, mało interesujące rzeczy.
- No tak, nigdy mnie to nie interesowało, więc teraz też nie, ale spytałam z ciekawości. - Wzruszyła delikatnie ramionami. Uważnie przyglądał się dziewczynie, jej twarzy, szyi, na której jego wzrok się zatrzymał. Kao uniosła wzrok znad kubka gdyż czuła jak intensywnie jej się przypatruje. Dostrzegła w jednej chwili, że tęczówki Raphaela delikatnie pociemniały. Zamrugała i były normalne. Cóż pewnie jej się przewidziało. Rozmawiali jeszcze parę minut.
- Zadzwonię do ciebie później Kao, muszę już iść. - Wstał, odwracając wzrok od dziewczyny. Kao również wstała z uśmiechem.
- Dobrze. Wpadnij kiedyś na dłużej niż na kilka minut.
- Postaram się. - Posłał jej jednej z tych swoich uśmiechów po czym skierował się do drzwi. Kao była zaraz za nim. Mężczyzna przytulił ją na pożegnanie.
- Do zobaczenia Kao. - I wyszedł. 
Kao zamknęła za nim drzwi i wróciła do salonu po swoją herbatą, z którą usiadła w salonie na kanapie. Jej myśli nie krążyły już wokół Alex'a a Raphaela i jego pośpiechu. Wpadł chyba tylko ją zobaczyć. Cóż dobre i to. Dobrze zobaczyć starego przyjaciela. Dopiła swoją herbatę i odstawiła ją na stolik. 
Zaczęła się zastanawiać nad pewną rzeczą. Przypomniała sobie, że przytulił się do Alex'a a on był nieludzko zimny. Na samo wspomnienie tego po jej plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz. Dlatego też podniosła się i wzięła laptopa, z którym ponownie usiadła na kanapie układając go sobie na kolanach. Zaczęła szukać informacji. Może i było to idiotyczne, ale znalazła coś, a byłą to wzmianka o wampirach. Przeraziła się. Alex, mógł być wampirem. Ogarnął ją po chwili głupi śmiech. Wampiry nie istnieją, ale jednak... Alex ma nieludzko zimną skórę, do tego od tak sobie zniknął i jeszcze te tęczówki. W sumie wydawało się, że i tęczówki Raphaela również ciemnieją, ale... To jej przyjaciel, zna go od czasów szkoły. Był człowiekiem tego była na sto procent pewna. A Alex ? Zna go od niedawna. Zaczęła się bać. 
Jej wzrok powędrował na okno gdzie stwierdziła, że zaczyna powoli się ściemniać. Ten czas leci szybciej niż mogłoby się jej wydawać. Podniosła się wiec z kanapy, wyłączyła telewizor i opuściła salon, a po chwili i dom. Zamknęła drzwi i ruszyła w znanym jej dobrze kierunku. Czyli w stronę domu Alex'a. Musiała do niego iść, po prostu musiała. Chciała się go zapytać jak to możliwe, że od tak zniknął i zapytać czym dokładnie jest. Przynajmniej uzna ją za wariatkę, ale jej to nie przeszkadzało. Nie obchodziło ją już to, że był taki nieprzyjemny. Kao po niecałych piętnastu minutach była pod drzwiami domu mężczyzny, który słynął z tego, że jest dupkiem i nie tylko. Cóż drzwi były uchylone więc weszła do środka. 

Nie spodziewał się gość, do tego był zły. Gdy próbował się uspokoić zatapiając gniew w bourbonie do salonu weszła blondynka, która widocznie obudziła się. Całkowicie o niej zapomniał, dlatego też miał obiekt, na którym mógłby zaspokoić swój głód i gniew. Gdy kobieta do niego podeszła, a stał przy barku ten wgryzł się w jej szyję dość brutalnie rozrywając jej gardło. Zobaczyła do Kao, która właśnie stała w wejściu do salonu. Miała otwarte usta, chciała przeprosić za najście, ale jak widać nie udało jej się bo sparaliżował ją strach. Przełknęła głośno ślinę spoglądając na niego przerażona, a mogła tutaj nie przychodzić, ale teraz przynajmniej wie kim jest, a jest wampirem, który właśnie zabił dziewczynę, cofnęła się o krok, zaraz następny krok, nigdy nie miała okazji zobaczyć wampira, ba! Żyła w przekonaniu, że to tylko bajka by nastraszyć niegrzeczne dzieci przed snem, serce zaczęło jej bić jak oszalałe.
Alex puścił półżywą kobietę, która wykrwawiała mu się na podłodze. Oblizał z zadowoleniem wargi przyglądając się przerażonej minie Kao. W końcu musiała się dowiedzieć.
- Puka się. - Rzucił.
Kao Rzuciła się do ucieczki, lecz on był szybszy i zagrodził jej drzwi wyjściowe, do których zmierzała. Zatrzymała się i zrobiła jeden, potem drugi krok do tyłu. Nie pamięta kiedy ostatni raz tak bardzo się bała, a Alex nie pamięta kiedy ostatni raz tak dobrze się bawił z człowiekiem tak interesującym i smakowitym jak Kao. Sama przyjemność, bynajmniej dla niego, bo dla Kao nie wydawało się. Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła, a w owym piekle się znalazła. Zaczęła się cofać, zaś Alex ruszył wolno, nieśpiesznie w jej storne. W końcu jej plecy napotkały przeszkodę w postaci ściany. Zadowolony przywarł ją do ściany.
Otworzyła chcąc coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Stała w oko w oko z wampirem, który mógł w tej chwili wgryźć się w jej szyję i zabić. Bała się, ale próbowała zachować zimną krew co było cholernie trudne. Przed nią stał wampir, w całej okazałość. Uśmiechał się, widziała jego kły.  Wampiry nie istnieją, a jednak!
- Um... Nie wypuścisz mnie tak łatwo, prawda ? - Spytała niepewnie i dziękowała bogom, że głos jej się nie załamał.
- Nie, teraz tak łatwo cię nie wypuszczę. Nie wiesz nawet jak bardzo musiałem się powstrzymywać wtedy jak miałaś rozerwane ramię, potem jak spałaś u mnie na sofie. Jeszcze trochę i zrobiłbym to co teraz mam zamiar zrobić.
Chwycił ją za bluzkę. Kao zaczęła się szarpać.
- Puść
Pociągnął rozrywając koszulkę.
- Ups. - Odrzucił skrawek materiału na ziemię. Skupił swój wzrok na jej szyi.
- Co masz zamiar zrobić ? - Spytała roztrzęsionym głosem.
- Ciebie zaboli bardziej niż mnie. -Oznajmił po czym wgryzł się w jej szyję, dość brutalnie tak by odczuła ból bo o to mu chodziło. Od pierwszego spotkania chciał to zrobić, chciał zanurzyć kły w jej szyi. W końcu to zrobił, skosztował jej krwi, która była nadzwyczaj słodka. Taka jak myślał. Uzależniająca, za każdym łykiem chciał więcej i więcej, ale podświadomie wiedział, że nie może jej zabić. Kao poczuła przeszywający ból , z jej gardła wydobył się krzyk, chciała się wyrwać, ale wiedziała, że nie może, że nie da rady bo szybko traciła siły. Pobladła, aż w końcu zemdlała. 

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział III

Wszędzie dobrze, ale jednak w domu najlepiej. Wszedł do środka i pierwsze co go powitało to ten słodki zapach, o którym co jak co do tej pory pamiętał. Irytująca sprawa. Chciał rozszarpać jej gardło, a mimo to zamiast tego droczył się z nią i sprawdzał jej cierpliwość, zabawne. Zamknął za sobą drzwi wchodząc wgłąb, zapach prowadził go do salonu, lecz zamiast do salonu wszedł po schodach do góry, a potem do swojego pokoju. Usiadł na łóżku, które lekko ugięło się pod jego ciężarem, usłyszał wtem ciche stęknięcie. Zdziwiony obejrzał się za siebie i dostrzegł burzę kasztanowych włosów wystających spod kołdry. No tak... Sprowadził sobie zabawkę, której imienia nie pamiętał bo w końcu nie było warte by zapamiętać bo i tak dziewczyna zginie, no i o której  zapomniał. Zajmie się nią potem, nie ma teraz na to siły. Wstał obchodząc łóżko i zatrzymując się po drugiej stronie. Odkrył kobietę, którą bezceremonialnie przerzucił przez ramię. Brązowowłosa spała, bo tak jej kazał i obudzi się gdy on będzie tego chciał. Proste i przydatne jak nic. Uwielbiał te wampirze sztuczki bo naprawdę ułatwiały życie. Manipulacja ludźmi niczym bezmózgimi małpami. Zabawne zajęcie i ciekawe do tego. Wszedł do pokoju gościnnego i niczym worek rzucił dziewczynę na łóżko, od którego lekko się odbiła, ale nie spadła. Sięgnął po kołdrę i przykrył ją po czym opuścił pokój wracając do swojego. Tam zdjął czarną koszulkę, którą miał na sobie, i którą rzucił gdzieś bo po co ma kłopotać się układaniem i odkładaniem na miejsce? Położył się do łóżka, w którym spał sam i to w najbliższym czasie się nie zmieni.

Zaraz po dotarciu do swojego domu Kao rzuciła reklamówkę z lekami na blat w kuchni. Westchnęła ciężko nie wiedząc co ma o tym wszystkim myśleć. Była zła, tak była zła na niego. Doskonale wiedziała, że gra jej na nerwach dla zabawy, a ona jak głupia dawała się podejść i denerwowała się. Przeniosła wzrok na zegarek, który wisiał na ścianie tuż nad wejściem do kuchni. Nie było tak późno, cóż... Do lekarza udała się dość wcześnie. Odwróciła się w stronę blatu i zabrała się za rozpakowywanie leków, które schowała do szafki, w której trzymała lekarstwa i takie inne. Nie korzystała z nich, ale warto było mieć coś przeciwbólowego, witaminy. 
Po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Wyrwana ze swojego świata Kao z lekkim opóźnieniem zareagowała podchodząc do drzwi. Zniecierpliwiony gość zdążył już zadzwonić drugi raz.
- No już, już otwieram. - Mruknęła pod nosem otwierając drzwi. Po drugiej stronie stała blondynka, która ujrzawszy Kao przywołała na swoją twarz delikatny uśmiech.
- Dłużej się nie dało ? - Spytała pogodnie.
- Mary... - Powiedziała naprawdę zdziwiona obecnością swojej przyjaciółki. Wpadła bez zapowiedzi, wiec coś musiało być na rzeczy . Ten uśmiech... Nie był szczery, tego Kao była pewna. 
- Mogę wejść ? - Zapytała niepewnie.
- Ah, tak... Jasne, właź. -  Odsunęła się by weszła. Blond włosa weszła, zdjęła buty i ruszyła do salonu znając drogę na pamięć. Czuła się jak u siebie, ale Kao to nie przeszkadzało bo i ona czuła się jak u siebie będąc u Mary. W tym sęk, że Mary mieszka z rodzicami, a Kao sama. Tak czy siak nie był to dla niej problem. Zaraz po tym jak zamknęła drzwi za Mary ruszyła za dziewczyną do salonu. Ta usiadła już na kanapie.
- Mary, wiem jaką doskonałą aktorką jesteś, ale mnie nie oszukasz, wiesz?
-Tak wiem.- Mruknęła pod nosem niezadowolona z tego, że Kao zorientowała się, ale w końcu po to tutaj przyszła. By się jej wyżalić, bo tylko ona ją wysłucha.
- Znowu się pokłóciłam. - Wyznała po kilkusekundowej ciszy.
- Z nim ?
Skinęła głową, a Kao westchnęła.
- Mówiłam ci coś odnośnie Jego osoby. Nie mam nic przeciwko temu, byś się z nim spotykała, ale uważam, że nie jest on materiałem na dobrego chłopaka. Tak, więc o co poszło ? - Usiadła tuż obok swojej przyjaciółki.
- O... No wiesz. - Spojrzała na nią znacząco . - On chce, ale ja nie chcę i oto poszło. 
- Napalony pies. - Warknęła pod nosem Kao.
- Gorzej. - Wymamrotała Mary. 
- Jest coś gorszego od napalonego psa ?
- Pijany, zaćpany napalony pies. 
- No tak... Masz rację to jest gorsze. - Zgodziła się z przyjaciółką.
- No widzisz. - Westchnęła. Kao położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Wiem co ci pomoże. 
Kao podniosła się podchodząc do swojego barku, gdzie trzymała alkohol na takie różnie okazje. A takowa okazja właśnie była. Wyciągnęła wino i dwa kieliszki, po czym wróciła do Mary.
- Tak, to pomoże. 
- Wiem co dobre. - Uśmiechnęła się.
- Zdecydowanie. - Zgodziła się z nią Mary.
Kao otworzyła z małym trudem gdyż mniej sprawna ręka utrudniała jej to. Mary dopiero teraz zobaczyła, że Kao ma bandaż na ręce.
- Co ci się stało ? - Spytała.
- Nocy spacer po lesie. - Nalała do kieliszka swojego i Mary, po czym podała jej. Usiadła ze swoim obok niej.
- Tylko ty masz takie pomysły. - Uśmiechnęła się delikatnie. - A tak w ogóle to nic poważnego ? - Widać było, że zaczęła się o to martwić. Dobrze, że chociaż to odwróciło uwagę od jej chłopaka.
- Nie, dzięki takiemu jednemu, który mi pomógł. Byłam dzisiaj u lekarza z tym, zszył mi ranę i przepisał antybiotyki... 
- Hmm... Taki jeden ? - Powtórzyła unosząc znacząco brwi do góry.
- Mhm... Taki jeden dupek. - Wzięła łyka z kieliszka.
- Dupek ? Oj Kao, Kao...
- Weź Mary! Jest dość nieprzyjemny, ale mi pomógł. Podziękowałam mu. Tak czy siak jest w stanie zniszczyć każdą miłą chwilę.
- Kto to ? - Zapytała zniecierpliwiona.
- Ma na imię Alex, tyle wiem. Przyjechał nie dawno do miasta. Wiesz, taki wysoki, wiecznie rozczochrany. Dzisiaj siedział w tej naszej spelunie. 
- Uhu. Chyba go widziałam. - Powiedziała niepewnie. 
- Tobie żaden nowy nie umknie . - Mruknęła.
- No wiesz... Ja to ja. - Uśmiechnęła się dopijając wino. Kieliszek Kao również był pusty więc nalała sobie i Mary. Spędziły tak kilka godzin siedząc i gadając przy tym popijając wino. Kao trzymała się nieźle w porównaniu do Mary. Wypiły trochę tych butelek i to wszystko przez temat który zaczęły. 
Kao zebrała się w sobie i pomogła Mary dojść do domu. Robiło się powoli ciemno, a Mary miała słabszą głowę w porównaniu do Kao. Chociaż jak i ona tak i Mary nie piją zbyt często. Własnej roboty wino jest jednak najlepsze. Po odprowadzeniu przyjaciółki do domu ruszyła w drogę powrotną. 
Nie śpieszyło jej się tak do domu. Tak bynajmniej stwierdziła po krótkim namyśle. Była nieco wstawiona, ale kontaktowała . Coś mówiło jej by iść go odwiedzić, ale spodziewała się, że nie otworzy jej drzwi. Tak czy siak warto było spróbować. Bez strachu weszła do lasu odnajdując ścieżkę, która prowadziła do jego domu. Wcześniej bałaby się iść taki kawał całkowicie sama, szczególnie po tym co się jej przytrafiło, lecz teraz nie odczuwała tego strachu co było oczywiście zasługą wina, które spożyła w naprawdę dużej ilość. Dotarła do domu Alex'a. Stanęła przed drzwiami pukając do nich. 

W tym czasie Alex jeszcze spał, nie był to twardy sen, gdzie nie słyszy co się dookoła niego dzieje. Usłyszał więc jak ktoś dobija się do jego drzwi. Zignorował to. Schował głowę pod poduszkę próbując dalej spać z nadzieją, że ten kto stoi pod jego domem odejdzie uznając, że nikogo nie ma. Tak byłoby najlepiej dla niego i dla tej osoby. Po dwóch minutach zerwał się z łóżka z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy. Nienawidził jak ktoś go budzi, szczególnie tak wcześnie. Robił się naprawdę nieprzyjemny gdy jest niewyspany, albo gdy jest głodny. Na szczęście tej osoby było to pierwsze, nie zmienia to faktu, że da jasno do zrozumienia, że go ten ktoś obudził. Zszedł na dół i znalazł się w ciągu ułamku sekundy przy drzwiach, które otworzył. Drzwi otworzył tak gwałtownie, że osoba która stała po drugiej stronie zamiast w drzwi uderzyła w jego tors. Spojrzał na osobnika, który go obudził. 
- Ups... - Wymamrotała. - W końcu... Otworzyłeś. - Uniosła głowę by spojrzeć mu w oczy, zmrużyła je nieco gdyż mężczyzna miał całkowicie czarne tęczówki. Nienaturalne. Uznała, że przewidziało jej się i wzruszyła ramionami.
- Co ty tutaj robisz ? - Spytał przyglądając się jej uważnie. - Piłaś. - Dodał.
- Mhm. - Skinęła głową dziwnym zadowoleniem. Jak ona w ogóle tutaj doszła to była zagadka dla niej i w chwili obecnej dla niego również.
- Obudziłaś mnie. - Mruknął pod nosem a na jego twarzy pojawiło się niezadowolenie. 
- Straszne, naprawdę. Przeplaszam... Nie wiedziałam, że śpisz. Mogę wejść ? - Spytała niewinnie. Alex oparł się o framugę drzwi krzyżując ręce. Kao zaś wlepiła wzrok w jego wyrzeźbiony brzuch, do którego po chwili się przytuliła. Nieco oszołomiony Alex patrzył na czubek jej głowy.
- Co ty... ?!
- Jesteś zimny. - Mruknęła pod nosem, ale mimo to nie przeszkadzał jej ten nieludzki chłód, nad którym powinna pomyśleć, ale była za bardzo wstawiona, żeby myśleć o czymś takim. 
- Dobra... Przekonałaś mnie, właź. - Głupstwem byłoby teraz ją wygonić, zamknąć jej drzwi przed nosem i iść dalej spać. Była pijana, ale wbrew temu kontaktowała jako tako. Nie nazwał by tego kontaktem ze światem. Plusem było to, że mówiła wyraźnie. Jeszcze. Gdy zadowolona z siebie Kao puściła go weszła do środka idąc przed siebie.
- W lewo. - Rzucił zamykając drzwi. Kao skinęła głową i skręciła w lewo prosto do salonu. Alex był już tuż za nią.
- Więc pochwal się ile wypiłaś i dlaczego piłaś beze mnie. 
- Bo po pierwsze... - Czknęła . - Nie mam do ciebie numeru, po drugie nie lubię ciebie, po trzecie to były babskie pogaduszki bez facetów. - Wyliczała po kolei na palcach.
- Nie lubisz mnie, a jednak przyszłaś tutaj. - Uśmiechnał się z zadowoleniem.
Usiadła na sofie.
- Bo było bliżej.
- Bliżej ?
- Mhm. - Przejechała dłonią po materiale sofy. Kao sama nie wiedziała po co tutaj przyszła. Po prostu chciała go zobaczyć i tyle, dowiedzieć się czegoś. A to że była pod wpływem powodował że pierw robiła potem myślała. Dopadło ją znużenie, ziewnęła głęboko.
Alex westchnął ciężko nie wiedząc co o tym myśleć. Przeczesał palcami kosmyki włosów.
- Zdrzemnij się. - Polecił i nie musiał mówić drugi raz. Kao skinęła głową i położyła się wtulając policzek w poduszkę. Chwila, moment i już dziewczyny nie było. 
Wyglądało to tak jakby przyszła tutaj tylko po to by go obudzić, co nieco go zirytowało. Nie chciał jej jednak skrzywdzić, bo straciłby rozrywkę. Opuścił salon pozwalając jej się zdrzemnąć. 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział II

Odszedł nawet się nie odwracając. I tak czuł jej wzrok na sobie, było to chwilowe, a jednak. Na jego twarzy zagrał delikatny uśmiech, który świadczył tylko i wyłącznie o jego zadowoleniu. Wszystko szło tak jak chciał, mniej więcej, ale bardziej więcej niż mniej. Tak czy siak szło po jego myśli. Znalazł kogoś, kto umili mu ten czas w tym miasteczku a to już coś. Powoli również będzie wprowadzał w życie swoją zemstę. Robił to tylko dla zasady i przyjemność. Niby mógł zapomnieć o tych ludziach, ale cichy głosik w jego głowie mówił mu, że będzie to błąd. Im mniej ludzi wie o nim i innych mu podobnych tym lepiej. Nie ukrywał jednak, że wiele razy myślał o tym, jak świat by wyglądał gdyby ludzie dowiedzieli się, że istnieją takie istoty ja duchy, wampiry, demony, zombie, wiedźmy itd. Wpadli by w panikę ? Pewnie tak. W końcu te marne istoty uważają się za panów świata, są większością więc to oczywiście. W rzeczywistość (bynajmniej dla niego, bo inni go nie obchodzą) są tylko jedzeniem. Mięsem chodzącym po ulicach, które woła " Zjedz mnie! ". 
Teraz na jego twarzy pojawiło się rozbawienie, które przyciągnęło uwagę blondynki, która stała niedaleko. Również i on zwrócił na nią swoją uwagę. W końcu wyszedł do tego miasta, miał sprawę, a tą sprawą było właśnie jedzenie, które teraz na niego patrzy. Gdy tak się jej przyglądał zrozumiał, że kobieta wyszła z psem, bo niedaleko dostrzegł wszarza, który gdy tylko go wyczuł zaczął ostrzegawczo warczeć i obnażać kły. Tak, zwierzęta go nie lubią. Nie jest mu z tego powodu źle. Pies był na smyczy, ale zaczął się rwać i szczekać.
- Przepraszam. - Wydukała blondynka, zła na swojego psa, który zaczął szczekać jak opętany.
- Nic się nie stało. Nie jestem fanem zwierząt a one nie są moimi fanami.-  Posłał jej jeden z tych swoich uśmiechów, odwracając wzrok od psa, a przenosząc go na kobietę. Była niczego sobie, w sumie nie był tak bardzo głodny , ale przecież nie odmówi jak mu podają. Nie wypada. 
Ukradkiem rozejrzał się po okolicy, w której się znajdował. Znał to miasto jak własną kieszeń, tak jak większość. W końcu miał naprawdę dużo czasu by je zwiedzić. Tak czy inaczej stwierdził, że jest to idealne miejsce. Zero gapiów, zero świadków. Odludzie. W końcu o tej porze. Stali przed parkiem, więc dlaczego nie wybrać jeszcze bardziej dyskretniejszego miejsca? 
- Słyszy mnie Pan ? - Pomachała mu nieśmiało dłonią przed twarzą, przywracając go myślami do świata rzeczywistego. 
- Przepraszam... Zamyśliłem się. - Powiedział to ze skruchą.
- Nic się nie stało. Więc... Ten, tego... Chciałby pan się gdzieś przejść?
- Spacer ? 
Dziewczyna skinęła delikatnie głową. Pies dalej ujadał, co go nieco irytowało. Pozbędzie się kundla później. Nie. Zrobi to teraz. Jego dłoń wystrzeliła i złapał dziewczynę za szyję. Na twarzy blondynki wymalowało się przerażenie i zdezorientowanie, a w oczach widział strach. Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Bądź grzeczna, nie krzycz ani nie uciekaj, dobrze?
Kobieta posłusznie skinęła głową. Alex puścił ją i chwycił kundla, którzy rzucił się gdy tylko wyciągnął po niego dłoń. Skubany wgryzł mu się naprawdę głęboko w dłoń. Drugą ręką złapał go za kark. Po chwili było słychać chrupnięcie. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy, zostawił jej świadomość. Uważał, że tak jest zabawnie.
- O wiele lepiej... Te jego szczekanie zaczęło mnie irytować. - Mruknął odrzucając martwe ciało zwierzęcia gdzieś, gdzie nie będzie rzucało się w oczy. Wczesniej oczywiście zabierając smycz dziewczynie i odrywając go ze swojej ręki. Mały, zaciekły i agresywny. Do tego potrafi skubany ugryźć. Zlizał krew, która pozostała na jego dłoni po ranie, której już nie było.
- Więc teraz ty. - Jego oczy stały się całkowicie czarne. Uśmiechnął się na tyle szeroko, że blondynka dostrzegła jego wydłużające się kły. Wgryzł się w jej szyję i pił tak długo do puki nie zostało w niej nic. 
Gdy oderwał się od szyi blondynki zrozumiał, że ją zabił. Nie miał na początku takiego zamiaru, ale miał taką dziwną potrzebę. Nie mógł się powstrzymać od wypicia więcej. Dziwne było jeszcze to, że wyobrażał sobie krew Kao. Tą słodką woń, tą uzależniającą słodką woń jej krwi, która została na jego sofie. Cholera! Wrzucił ciało blondynki w krzaki, w które wrzucił wcześniej ciało martwego psa. Wbrew temu nie było nic widać. Dopiero później dojdzie smród, ale przecież go to nie obchodzi. Pojadł więc teraz może się upić... O ile mu się uda. Wytarł rękawem usta i ruszył w stronę jednego z barów, który jest czynne 24 godziny do tego alkohol mają niczego sobie.

***
Gdy Kao wstała wydawało jej się, że był to tylko głupi sen, lecz gdy poruszyła ręka poczuła przeszywający ból. Więc nie był to sen, a rzeczywistość. Naprawdę napadły ją wilki, " uratował " ją czarnowłosy mężczyzna, który nie był dość przyjemny, ale za to przystojny. Tak czy siak nie zmienia to faktu iż go nie lubi.
Gdy zrobiła koło siebie przypomniały jej się jego słowa. Musi iść do lekarza i nie może z tym czekać. Dlatego też od razu ubrała się i wybyła ze swojego domu. Mieszkała sama, jej rodzice nie żyją a najbliższa rodzina jest w drugim mieście. Nie zmienia to faktu, że jest jej z tym źle. Samotność nie przeszkadza jej tak bardzo, ma wielu przyjaciół, o których myśli i nie jest tak źle. Może do nich zadzwonić, spotkać się. 
Po wizycie u lekarza, który stwierdził, że jest dobrze gdyż  rana została bardzo dobrze opatrzona wystarczyło tylko zszyć i przepisać antybiotyki ,które musiała brać. Nie lubiła tabletek, lecz nie miała innego wyjścia. Po zakupieniu wymaganych leków szła przez miasto myśląc co zrobić dziś ze swoim życiem. Zatrzymała się przed barem gdyż poznała znajomą sylwetkę siedzącą przy barze. Wyłapała go tak kątem oka gdy przechodziła obok wiecznie otwartego baru, do którego nie miała zwyczaju wchodzić. Teraz jednak przełamała się i weszła do środka.
Siedząc przy barze Alex od razu poczuł znajomy zapach. Uśmiechnął się pod nosem opróżniając enty kieliszek, a dalej nie był pod wpływem... Chyba. Tak czy siak dobrze się trzymał i nie zamierzał przestać. Wskazał na swój kieliszek a barman zaraz mu polał. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Kogo widzą moje oczy... Śledzisz mnie ? - Zażartował.
- Ja ? - Spojrzała na niego oburzona. - W życiu... Po co miałabym ciebie śledzić ? Założę się, że siedzisz tutaj od chwili gdy mnie odprowadziłeś.
- Masz mnie.
- A jednak... - Westchnęła. - Dziwi mnie jednak, że tak dobrze się trzymasz.
- No widzisz, bo pić trzeba umieć. A jeżeli o picie chodzi, chcesz się napić Kotek?
- Z tobą, w tej norze ? W życiu! - Odparła. - I nie kotkuj mi tutaj, mówiłam ci już!
- Nie obrażaj tej nory, jasne? - Odwrócił wzrok, przenosząc go na pełny kieliszek. - Moja ulubiona nora, nie rozumiem co ty masz do niej. - Mruknął pod nosem opróżniając kolejny kieliszek. - To naprawdę przyzwoity bar. Ponad to będę mówił na ciebie jak będę chciał, w końcu mi nie zabronisz.
- Ught! Po prostu wpadłam to tej no... Baru. - poprawiła się.- Bo wracając od lekarza zauważyłam, że tutaj siedzisz. Nie wolno mi ?
- Nie. - Uśmiechnął się złośliwie, ta zaś uderzyła go zdrową ręką w ramię. - Jeszcze z dziesięć razy i może coś poczuję.
- Nie lubię cię! 
- Powtarzasz się, wiem to już.
- To dobrze, że wiesz.
- Wiem również, że mówisz tak bo nie wiesz co odpowiedzieć. 
- Stwierdzam po prostu fakt, że cię nie lubię.
- Dziesięć razy dziennie?
- Jakby trzeba było to i dwadzieścia.
- No niech ci będzie, Kotek. - Odpowiedział opróżniając kieliszek, ta zaś ponownie uderzyła go w to same ramię .
- Potrafisz wszystko zepsuć...
- Tak, jestem w tym naprawdę dobry. - Odsunął kieliszek uznając, że na dziś wystarczy. Odwrócił się do niej przodem. Jego uwagę przyciągnęła reklamówka i jej zawartość. - Co tam masz ? - Wskazał brodą na reklamówkę.
- Ah... Tabletki, znaczy antybiotyk. Byłam w szpitalu. Zszyli mi tą ranę. Dzięki tobie nie wdało się zakażenie. Dziękuję.- Uśmiechnęła się delikatnie.
- Przez to ucierpiała moja nowiutka sofa. - Mruknął pod nosem z niezadowoleniem na twarzy.
- A ty dalej o tej sofie! I właśnie o tym mówiłam! Zepsujesz każdą chwilę.
- Stwierdzam po prostu fakty. 
- A czepiasz się mnie! - Mruknęła.
- Bo taki już jestem. Mówiłem ci, że jestem stworzony do psucia wszystkiego. 
Wstał, a Kao widząc to również za nim wstała.
- Gdzie idziesz ? 
- Do domu, a gdzie mogę iść ? - 
- No nie wiem. Nie czytam ci w myślach, nawet nie chcę, więc.
- Chcesz mnie odprowadzić, bo boisz się, że coś sobie zrobię ? - Zapytał z kpiną, a ta skinęła głową nieprzejęta tą kpiną.
- Tak.
- Niech ci będzie. - Wzruszył ramionami opuszczając bar. Za nim była Kao. Oczywiście, że mogła pożegnać się z nim i odejść do domu, ale nie mogła. Chciała, a nie mogła. Coś mówiło jej, że powinna trzymać się od niego z daleka, ale zaś to drugie coś mówiło, że ma iść za nim. Sama nie wiedziała co ma robić. Była rozdarta. W końcu posłuchała tego drugiego głosiku i postanowiła go odprowadzić głupio tłumacząc się tym, że coś sobie zrobi Mimo, że nie wyglądał na pijanego to nigdy nic nie wiadomo. Może i nie wygląda, ale kto go tam wie.
Alex zerknął na nią kątem oka. Dalej szła obok niego. Ona na prawdę chciała go odprowadzić do domu. Wątpił potem by poszła sama do domu, ale dlaczego miałoby go to interesować. Odprowadzi go, on wejdzie zamknie jej drzwi przed nosem i pójdzie spać. Teraz chce tylko spać. Dzień mu nie służy, szczególnie taki słoneczny jak teraz. Zmrużył oczy gdy wyszli z cienia gdy musieli przejść przez pasy na drugą stronę. Tak, zasiedział się. Od dzisiaj będzie wracał nad ranem do domu. Bynajmniej się postara bo kto go tam wie. Ma tysiąc myśli na minutę i sam ma tego świadomość, a do tego jest porywczy. 
Musieli przejść kawałek by dostać się tam gdzie zaczyna się ścieżka do jego domu, która prowadziła przez las. Dotarli tam jednak dość szybko. On jak i ona nie odzywali się do siebie. On nie widział potrzeby, a ona nie wiedziała o czym ma zacząć rozmawiać. Zatrzymał się w pewnym momencie przed wejściem.
- Możesz już wracać, dalej znam drogę...
- Ale...
- Jestem dorosły.
Był to argument naprawdę mocny, niepodważalny. Mruknęła coś pod nosem.
- No dobra... Jeszcze raz dziękuję za ten no... Ratunek.
- Tak, tak. Masz u mnie naprawdę wielki dług i czekam, aż go spłacisz. - Na jego twarzy zawitał tajemniczy uśmiech, którego Kao nie mogła zrozumieć. Zrobiła kilka kroków do tyłu uśmiechając isę delikatnie. Odwróciła się po chwili na pięcie i odeszła w swoją stronę dość niechętnie gdyż chciała go odprowadzić. Był jednak dorosły i tutaj miał rację. Poza tym wątpiła w to czy da radę wrócić do domu idąc przez ten las.
Alex odprowadził ją wzrokiem, zaraz po tym gdy zniknęła mu z pola widzenia, które miał naprawdę ograniczone, wszedł do lasu znikajac w cieniu między drzewami.



czwartek, 13 sierpnia 2015

Rodział I

Właśnie skończył remontować swój dom, który porzucił na naprawdę długo. Zapomniany budynek w środku lasu, do którego prowadzi tylko jedna droga, ale i tak idzie się zgubić. Idealne miejsce dla kogoś takiego jak on. Ciche, spokojne miejsce oddalone w jakimś stopniu od miasta. A tak właściwie, mówiąc, że wyremontował to znaczy, że ktoś za niego to zrobił. Od czego ma się ludzi, którym wystarczy zapłacić godnie by odwalili za niego całą robotę ? Po co sam ma sobie zawracać tym głowę. Chciał zamieszkać w odnowionym domu, a nie wyjętym niczym z horroru. Bo bądź co bądź lata zrobiły swoje i zostawiły piętno na starym budynku. Zdałoby się by jego właściciel go odnowił co też zrobił. Był jak... nowy ? W sumie nie pamięta jak wyglądał jak był nowy, ale czy to było aż takie ważne ? Budynek zdatny do życia i to mu wystarczyło.
Odwrócił się od budynku, przed którym właściwie stał i ruszył w las, który trzeba było przejść by dotrzeć do miasta. Mężczyzna musiał coś zjeść co było oczywiste. Coś prosto z żyły. Brzydził się tymi, którzy żywili się z worków. Było to obrzydliwe. Wolał by to co jadł - czyli krew, miała 37 stopni. Nie wymagał dużo, prawda ? Oczywiście, że nie. 
Zatrzymał się w pewnej chwili czując słodki zapach w oddali. Unosił się tak beztrosko, przyciągał do siebie, wołał go. Po co ma iść do miasta, skoro coś żywego biega mu po lesie ? Możliwe też, że to ktoś martwy... Wtedy jego wędrówka poszłaby na marne, lecz warto tak czy siak sprawdzić źródło tego zapachu. Zboczył ze ścieżki, którą szedł. Bez problemu omijał wszystkie przeszkody w postaci krzaków, wyrastających złośliwie korzeni, gałęzi. Nim podniósł wzrok coś w niego uderzyło. Brązowowłosa odbiła się, zrobiła kilka kroków do tyłu łapiąc równowagę. Uniosła swoje brązowe tęczówki, w których mężczyzna dostrzegł strach. 
Trzymała się za ramię, w okolicach miejsca, za które trzymała dostrzegł czerwień. Z palców kapała jej czerwona ciecz - krew, której tak pożądał. Dla krwi, tutaj właśnie się zjawił. Jego wzrok wrócił z powrotem na jej twarz, a raczej obecnie jej profil. Nerwowo oglądał się za siebie. Ciekaw przed czym uciekała spojrzał nad nią. W ciemnościach dostrzegł ślepia, a po chwili donośne warczenie, wilków które kryły się w krzakach.
- Po... Pomożesz mi ? - Spytała ni stąd ni zowąd uważnie przyglądając się nieznajomemu. Miał być to jeden z jej udanych dni, a okazał się jednym z tych gorszych. Dlaczego taki pech ją prześladuje ? W jej oczach zebrały się łzy, które tak dzielnie powstrzymywała. Łzy nie były efektem emocji, lecz bólu, który odczuwała. Rozszarpane kłami wilków ramię nie wyglądało najlepiej i zdałoby się je opatrzyć, lecz do domu ma naprawdę kawałek drogi. Dlaczego chciała wracać do domu przez las? Co ją podkusiło do tego ? Przecież to oczywiste, że to teren tych podstępnych bestii. Zacisnęła dłoń na ranie starając się tym samym zatamować krwawienie, jednocześnie uważnie przyglądała się mężczyźnie, który dalej milczał i patrzył gdzieś ponad nią.
- Mama nie mówiła, ci że bieganie po lesie z wilkami jest niebezpieczne? - Spytał dość kpiąco przenosząc ciemne tęczówki na twarz dziewczyny. Te wilki nie będą takie głupie i nie pójdą dalej. Miała szczęście, że uciekła przed nimi aż tutaj. Można było powiedzieć, że to już jego teren i muszą się z tym pogodzić.
Brązowowłosa obejrzała się jeszcze raz za siebie ignorując kpiący don mężczyzny. Wilki stanęły, nie drgnęły ale dalej warczały. W końcu ten, z krwią na pysku prychnął i odszedł a za nim reszta. Odczuła dziwną ulgę z faktu iż na karku nie siedzą jej te podstępne bestie. Właśnie ten z ubrudzonym futrem przy pysku zostawił jej tą pamiątkę. 
- Nie nie mówiła. - Odwróciła się w jego stronę. - Nie miała takiej okazji by dać mi taką ważną radę. 
- A powinna, nie miałabyś teraz rozszarpanego ramienia.
- Możesz skończyć... Proszę? - Owszem lubiła się kłócić, sprzeczać, droczyć, ale w chwili obecnej nie miała na to siły. Po prostu ból nie dawał jej chwili wytchnienia. - Rozumiem, że mi nie pomożesz. -Mruknęła mrużąc oczy. Posłała mu chłodne spojrzenie po czym ruszyła, powoli tak by nie przewrócić się o wystający korzeń. Jednak to nie korzenie były przeszkodą a jej własne nogi, o które się potknęła.
Mężczyzna widząc, że leci jednym zwinnym ruchem chwycił ją w talii. Zrobił to i tak z opóźnieniem gdyż zapach jej krwi za bardzo zamroczył go. Tak czy siak uratował jej dość ładną twarzyczkę przed spotkaniem z ziemią. Postawił ją z powrotem w pionie tak jak powinna stać.
- Nie odezwałem się ani słowem, że ci nie pomogę.
- A pomożesz?
- Nie.
- No widzisz... Już cię nie lubię.
- Dalej masz tyle siły ?
- Wystarczająco by się kłócić z kimś takim jak ty.- Odparła. - Ale... Mimo wszystko dziękuję.
- Do usług. - Odpowiedział unosząc kącik ust do góry. Była coraz bledsza, nie zdziwił by się gdyby nagle straciła przytomność. Dlaczego jej nie pomoże ? Mógłby ją po prostu wziąć na ręce i zanieść. Nogi co prawda miała sprawne, lecz straciła za dużo krwi. Dziewczyna tak jak się spodziewał straciła przytomność. Chwycił ją nim "prawie" znowu spotkała się z ziemią i wziął ją na ręce. Niby szedł tutaj by zjeść właśnie ją, ale mimo wszystko teraz nie ma takiego zamiaru. Chce jej pomóc, chociaż przeczy to z tym co jej powiedział. Nie był dobrym gościem, więc dlaczego miałby się z tym kryć i być nadmiernie uprzejmy ? Stał jeszcze chwilę przyglądając się twarzy nieznajomej. Kosmyki brązowych włosów przykleiły się do mokrego od potu czoła. Ciekawe ile biegła i jak udało się jej wyrwać z paszczy wilka. Tak czy siak teraz mu na to nie odpowie. 

Położył dziewczynę na swojej nowiutkiej sofie, która liczyła dopiero jeden dzień i stała u niego w salonie. Dotarcie do domu nie zajęło mu dużo czasu, a właśnie czas się liczył. Delikatność była mu obca, ale postarał się by nie rzucić dziewczyny na sofę, która i tak już zaliczyła plamę krwi. Tak czy siak nic na to nie poradzi, przeżyje z tym jakoś. Wymieni się ją. Nie zdzierżyłby tego by zapach jej krwi unosił się w domu przez kilka kolejnych dni. Był słodki, uzależniający. Musiał się mimo wszystko skupić na tym co miał zrobić. Nie mógł sobie pozwolić na stracenie kontroli i rzucenie się jak jakaś nie wyżyta bestia ( którą w woli ścisłości i tak był ) na brązowowłosą. 
Wyprostował się podchodząc do jednej z szafek, z której wyciągnął białą, kwadratową apteczkę. Niby ta bezużyteczna rzecz, która zbiera tylko kurz i zajmuje miejsce w końcu się na coś przyda. Nie sądził, że doczeka takiej chwili. Sprawię ułatwiało mu to, że dziewczyna dalej była nieprzytomna. Apteczkę położył na niskim stoliku, który stał przed sofą. Wyjął bandaż, wodę utlenioną... W pewnej chwili dotarło do niego, że nie musi się tak trudzić i zachowywać jak człowiek. Może po prostu dać jej swoją krew, ale problem w tym, że potem będzie się pytać dlaczego po jej ranie nie ma śladu, dlaczego to i dlaczego sramto. Westchnął ciężko rozmasowując sobie palcami skroń. Tyle kłopotów, chciał jej pomóc a teraz ma. Niby proste opatrzenie rany po kłach wilka, a on ma takie problemy. Po prostu się do tego nie nadaje. Zebrał się jednak w sobie i nalał wodę utlenioną na gazę następnie przemył ranę na ramieniu dziewczyny. Gdy przy okazji zmył krew podczas oczyszczania dostrzegł, że nie jest tak źle jakby się wydawało. Oczywiście, że nie był lekarzem, ale doświadczenie, które nabył przez te wszystkie wieki w końcu na coś się przydało. W prawdzie doświadczenie ma w czymś innym, ale również znalazły się takie informacje w jego głowie, które pomogły mu stwierdzić, że będzie żyła. Na szczęście i nie szczęście. Rana nie potrzebowała zszycia nie ważne jak wyglądała. Nie będzie się bawił w krawca. Ma ją opatrzyć, zatamować krew, a jak chce mieć szwy to do lekarza. Nie jest dobro duszy i nie robi czegoś jeżeli nie będzie miał sam z tego korzyści. Potem sobie odbierze od niej zapłatę. Wszystko z czasem. Przyłożył do rany czystą gazę, którą zabandażował mocno, ale nie tak by odciąć całkowicie dopływ krwi do kończyny. Z jedną ręką czy z dwiema. Dla niego bez różnicy. Wyprostował się chowając wszystko i odkładając apteczkę na miejsce by mogła dalej wypełniać swoje zadanie - zbierać kurz. 
Zmierzając ku barku z alkoholem zatrzymał się by jeszcze raz spojrzeć na dziewczynę, leżącą na jego sofie. Ku jego zdziwieniu dostrzegł, że  zaczęła marszczyć brwi. Cicho stęknęła otwierając oczy. Pierwsze co zrobił poderwała się, lecz zaraz syknęła chwytając się drugą ręką, na której miała zaschniętą krew, miejsca gdzie miała opatrunek. Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. Potem te szeroko otwarte oczy przeniosła w jego stronę. Siedział na stoliku jakby nigdy nic na przeciwko niej.
- Witaj śpiąca królewno. - Przywołał na swoją twarz jeden z tych swoich uśmiechów, które zawsze działają na kobiety.
- Gdzie ja jestem ? - Spytała nie odwracając wzroku od mężczyzny.
- U mnie w domu, w salonie, na mojej sofie, którą ubrudziłaś swoją krwią. - Odpowiedział spokojnie, lecz gdy wspomniał o tym, że ubrudziła jego sofę uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Uhm... Przepraszam. - Powiedziała. - Nie! Czekaj... Nie mam za co cię przepraszać, nie prosiłam cię o to byś kładł mnie na "swojej" sofie. Równie dobrze mogłeś mnie położyć na ziemi, a jeszcze lepiej zostawić. - Parsknęła. Zaraz się jednak uspokoiła. Nie wiedziała, dlaczego mężczyzna tak na nią działa. Nie lubiła go, tak ! Nie lubiła, ale była wdzięczna za opatrunek i zajęcie się nią wbrew temu co oczywiście powiedziała. 
- Ale, mimo wszystko dziękuję ci...
- Alex. - Przedstawił się przy okazji.
- Kao. - Ona również postanowiła zdradzić swoje imię gdyż nie wypadałoby nie przedstawić się komuś kto uratował Ci życie.
Alex parsknął śmiechem zaś Kao nadymała policzki.
- Co cię tak śmieszy ? 
- Twoje imię.
- Dlaczego ? Co jest dziwnego w moim imieniu?
- Coś na pewno. - Odpowiedział rozbawiony.
- Gdyby niczego nie było nie miałbyś się z czego śmiać. Nie rozumiem... Zwykłe imię. Kao. Może i jest w tych rejonach rzadko spotykane... Czekaj! Po co ja ci w ogóle tłumaczę, co ?! Jesteś dziecinny. - Mruknęła urażona.
- Droczę się tylko z tobą, dałaś się. - Uśmiechnął się triumfalnie ignorując to co powiedziała o jego "dziecinności " . Czasem potrafił być dziecinny. Co w tym złego ? Wkurzanie jej okazało się jednak dość ciekawym zajęciem.
- Alex to też śmieszne imię. - Powiedziała pod nosem.
- Może. - Wzruszył ramionami. - Tak czy siak nie wyszło ci.
- Oj zamknij się! Naprawdę cię nie lubię. - Podniosła się gwałtownie.
- Rana ci się otworzy gdy będziesz tak gwałtownie się ruszała. Poza tym wypadało by skoczyć do lekarza by na to spojrzał. - Oznajmił całkowicie zmieniając temat i pozbywając się tego rozbawionego wyrazu twarzy. Sam również się podniósł. Był od niej wyższy, mimo że sięgała mu tylko do podbródka. Nie zmienia to faktu, że był i tak wyższy, starszy, silniejszy, szybszy. Mógłby z łatwością ją zgnieść jak robaka, ale dlaczego miałby pozbawić życia tak interesującej osoby? Wyciągnął dłoń kładąc go na jej policzku. Zdezorientowała dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. 
- Co chcesz przez to osiągnąć, co ? - Spytała nieco drwiąco.
- To. - Odpowiedział zaczynając ciągnąć ją za policzek. Ta złapała go jedną, zdrową ręką za nadgarstek ręki. Zaraz jednak cofnęła rękę, a on przestał ją ciągnąć. Poczuła przeszywający chłód. Był zimny, albo jej się wydawało. Przyłożyła dłoń do swojego policzka, które lekko się zaczerwieniło po czym podniosła lekko głowę by spojrzeć Alex'owi w oczy. Wystawiła w jego stronę język, który szybko schowała gdyż coś czuła, że byłby w stanie złapać jej język.
- Jesteś naprawdę wredny.
- Wiem.
- Nie lubię cię.
- To też wiem. Powiedz mi może, coś czego nie wiem. - Uśmiechnął się cwano. Dziewczyna mruknęła coś pod nosem.
- Nie lubię cię.
- Potarzasz się.
- Wiem... A tak właściwie to... Mógłbyś mnie odprowadzić ? - Spytała dość niepewnie gdyż nie wiedziała czy się zgodzi, a sama nie chciała iść do domu. Po tej przygodzie nie zbyt jej było chodzenie gdziekolwiek teraz sama.
- Będę coś z tego miał ? - Zapytał.
- Może. 
- Może ?
- Pomyśle o tym jasne ? To jest zwykła prośba, jeżeli nie chcesz sama pójdę nim mnie wyrzucisz.
- Oj uspokój się, Kotek.
- Kotek ? - Spojrzała na niego zaskoczona. - Nie mów do mnie Kotek bo nie jestem Kotkiem. - Mruknęła po chwili.
- Dobrze, dobrze... Nie tak agresywnie. Złość piękności szkodzi, wiesz ?
- Oj... Jakie to słodkie, martwisz się o moją urodę... - Powiedziała udając przejętą. - Ale spokojnie, nie musisz się martwić. 
- Jak chcesz... Próbuję być miły.
- Naprawdę?
Kiwnął lekko głową.
- Staram się jak mogę, ale nie jestem do tego stworzony. - Wyznał .
- Własnie widzę. - Mruknęła.
Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust, ruszył się z miejsca kierując do wyjścia, zaś dziewczyna nieco zdezorientowana nie wiedziała co ma zrobić więc śledziła go wzrokiem.
- Chodź, odprowadzę cię. - Rzekł wychodząc z salonu. Kao ruszyła zaraz za czarnowłosym doganiając go po chwili z delikatnym uśmiechem
- Jednak masz coś dobrego w sobie.
- Może.  - Otworzył jej drzwi. - A może tylko dlatego, że i tak muszę iść do miasta.
- I zepsułeś chwile. - Burknęła wychodząc na zewnątrz.
- Wiem. - Odpowiedział z zadowoleniem wychodząc zaraz za nią i zamykając za sobą drzwi. Psucie wszystkiego miał we krwi. Ruszył przed siebie, a Kao była zaraz obok niego. Zerknął na nią kątem oka. Gdy się napatrzył, a była to zaledwie chwila tyle mu wystarczyło odwrócił wzrok wyjmując z tylnej kieszeni paczkę papierosów. Wyjął jednego, wsunął między wargi i odpalił. 
Czując zapach dymu Kao przeniosła na niego swój karcący wzrok.
- Palenie zabija. - Mruknęła.
- Wiem. - Odpowiedział obojętnie zaraz po tym gdy wypuścił dym z płuc.
- Mimo, że wiesz to palisz. 
- Wiele ludzi wie, że coś ich zabija a jednak dalej to robią. - Wzruszył ramionami.
- Na wszystko masz odpowiedź. 
- Prawie wszystko. - Poprawił ją przyznając się do tego, że jednak nie ma na wszystko odpowiedzi. Chwila szczerości, która już nigdy się nie powtórzy. Zaciągnął się i wypuścił po chwili dym prosto w jej twarz.
- Przeszkadza ci to ? - Spytał złośliwie.
Brązowowłosa odgoniła dym dłonią zaczynając cicho pokaszliwać.
- A nie widać ? - Warknęła. Mężczyzna przyjrzał się jej uważnie.
- Nie za bardzo.
- Jesteś okropny! - Mruknęła jeszcze chwilę pokaszlując.
- Daj spokój z tymi komplementami. Jeszcze popadnę w samozachwyt.
- A już nie popadłeś ? - Zapytała oschle.
- Może... 
Zaczął grać jej na nerwach. Nikt jej nigdy tak nie zdenerwował jak ten mężczyzna. W pewnej chwili wyciągnęła zdrową rękę chcąc zabrać mu papierosa. Złapał ją za nadgarstek  a drugą ręką pomachał jej karcąco przed nosem palcem. Puścił ją wyjmując tym samym papierosa z pomiędzy warg.
- Niegrzeczna dziewczynka. - Powiedział spokojnie. - Nie zbiera mi się papierosa ani alkoholu pamiętaj. Chociaż radziłbym ci w ogóle nie próbować zabierać alkoholu. Robię się wtedy bardzo nieprzyjemny.
- Bardziej niż teraz ? - Zapytała obrażona i z kpiną. 
- Bardziej.
Po jego odpowiedzi zapadła długa cisza, którą przerywały odgłosy natury gdy byli w lesie a w mieście samochody, które przejeżdżały raz na jakiś czas i idący ulicą ludzie jak w tym przypadku jakaś grupka nastolatków. Alex spalił swojego papierosa przez co Kao ogarnęła ulga. Nie chciała zaliczyć kolejnego dmuchu w twarz.  Szła w znajomą jej stronę dość niechętnie gdyż nie chciała by Alex dowiadywał się gdzie mieszka, jednak co miała mu powiedzieć ? "Idź sobie", " Dziękuję, ale dam sobie rade ". Przecież było to czyste kłamstwo. Bała się iść sama i mimo tego jaki jest czuła się dość bezpiecznie w jego towarzystwie.
Zatrzymała się przed domkiem, który stał na końcu długiej ulicy, gdzie po obu stronach stały w rzędzie domy, w których pewnie mieszkali ludzie bo tak puste po co miałby by stać.
Weszła na ganek odwracając się do niego przodem. Zatrzymał się przed gankiem.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
- Kolejna rzecz, którą musisz spłacić. - Odparł psując tym samym tą miłą chwile.
- Jeju.. Zepsujesz każą miła chwilę, prawda ?
Odpowiedział jej jednak uśmiechem.
- Uważaj następnym razem i nie chodź na spacerki do lasu by pobiegać z wilkami. - Oznajmił, zaś dziewczyna ciężko na to westchnęła. Powiedziała co miała powiedzieć, odwróciła się otwierając drzwi i wchodząc do środka. Nim zamknęła drzwi zerknęła na odchodzącego mężczyznę. Może powinna go zaprosić ? Nie! Pokręciła energicznie głową. W życiu! Zamknęła za sobą drzwi znikając w głębi swojego domu. 

Wstęp

" Przeklinałem to miejsce od bardzo długiego czasu, a mimo to wróciłem. Wróciłem sam nie wiedząc dlaczego. Coś mnie tutaj przyciągnęło, ale nie wiem do końca co to było. Coś kazało mi tutaj przyjść, wrócić do tej dziury, której tak nie cierpiałem. Miasto jako samo w sobie nie było niczemu winne, chodziło bardziej o ludzi, którzy jeszcze tutaj żyli i trzymali się na dość wysokich stanowiskach. Ludzi, którzy za dużo wiedzą i których zdałoby się usunąć. 
Po to wróciłem ? By się ich pozbyć ? Jak widać będzie to jedno z wielu moich celów. Powoli będę likwidował każdego, kto może mi w jakiś sposób zagrozić czy przeszkodzić. Nie będę miał litości dla nikogo. "