Wszędzie dobrze, ale jednak w domu najlepiej. Wszedł do środka i pierwsze co go powitało to ten słodki zapach, o którym co jak co do tej pory pamiętał. Irytująca sprawa. Chciał rozszarpać jej gardło, a mimo to zamiast tego droczył się z nią i sprawdzał jej cierpliwość, zabawne. Zamknął za sobą drzwi wchodząc wgłąb, zapach prowadził go do salonu, lecz zamiast do salonu wszedł po schodach do góry, a potem do swojego pokoju. Usiadł na łóżku, które lekko ugięło się pod jego ciężarem, usłyszał wtem ciche stęknięcie. Zdziwiony obejrzał się za siebie i dostrzegł burzę kasztanowych włosów wystających spod kołdry. No tak... Sprowadził sobie zabawkę, której imienia nie pamiętał bo w końcu nie było warte by zapamiętać bo i tak dziewczyna zginie, no i o której zapomniał. Zajmie się nią potem, nie ma teraz na to siły. Wstał obchodząc łóżko i zatrzymując się po drugiej stronie. Odkrył kobietę, którą bezceremonialnie przerzucił przez ramię. Brązowowłosa spała, bo tak jej kazał i obudzi się gdy on będzie tego chciał. Proste i przydatne jak nic. Uwielbiał te wampirze sztuczki bo naprawdę ułatwiały życie. Manipulacja ludźmi niczym bezmózgimi małpami. Zabawne zajęcie i ciekawe do tego. Wszedł do pokoju gościnnego i niczym worek rzucił dziewczynę na łóżko, od którego lekko się odbiła, ale nie spadła. Sięgnął po kołdrę i przykrył ją po czym opuścił pokój wracając do swojego. Tam zdjął czarną koszulkę, którą miał na sobie, i którą rzucił gdzieś bo po co ma kłopotać się układaniem i odkładaniem na miejsce? Położył się do łóżka, w którym spał sam i to w najbliższym czasie się nie zmieni.
Zaraz po dotarciu do swojego domu Kao rzuciła reklamówkę z lekami na blat w kuchni. Westchnęła ciężko nie wiedząc co ma o tym wszystkim myśleć. Była zła, tak była zła na niego. Doskonale wiedziała, że gra jej na nerwach dla zabawy, a ona jak głupia dawała się podejść i denerwowała się. Przeniosła wzrok na zegarek, który wisiał na ścianie tuż nad wejściem do kuchni. Nie było tak późno, cóż... Do lekarza udała się dość wcześnie. Odwróciła się w stronę blatu i zabrała się za rozpakowywanie leków, które schowała do szafki, w której trzymała lekarstwa i takie inne. Nie korzystała z nich, ale warto było mieć coś przeciwbólowego, witaminy.
Po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Wyrwana ze swojego świata Kao z lekkim opóźnieniem zareagowała podchodząc do drzwi. Zniecierpliwiony gość zdążył już zadzwonić drugi raz.
- No już, już otwieram. - Mruknęła pod nosem otwierając drzwi. Po drugiej stronie stała blondynka, która ujrzawszy Kao przywołała na swoją twarz delikatny uśmiech.
- Dłużej się nie dało ? - Spytała pogodnie.
- Mary... - Powiedziała naprawdę zdziwiona obecnością swojej przyjaciółki. Wpadła bez zapowiedzi, wiec coś musiało być na rzeczy . Ten uśmiech... Nie był szczery, tego Kao była pewna.
- Mogę wejść ? - Zapytała niepewnie.
- Ah, tak... Jasne, właź. - Odsunęła się by weszła. Blond włosa weszła, zdjęła buty i ruszyła do salonu znając drogę na pamięć. Czuła się jak u siebie, ale Kao to nie przeszkadzało bo i ona czuła się jak u siebie będąc u Mary. W tym sęk, że Mary mieszka z rodzicami, a Kao sama. Tak czy siak nie był to dla niej problem. Zaraz po tym jak zamknęła drzwi za Mary ruszyła za dziewczyną do salonu. Ta usiadła już na kanapie.
- Mary, wiem jaką doskonałą aktorką jesteś, ale mnie nie oszukasz, wiesz?
-Tak wiem.- Mruknęła pod nosem niezadowolona z tego, że Kao zorientowała się, ale w końcu po to tutaj przyszła. By się jej wyżalić, bo tylko ona ją wysłucha.
- Znowu się pokłóciłam. - Wyznała po kilkusekundowej ciszy.
- Z nim ?
Skinęła głową, a Kao westchnęła.
- Mówiłam ci coś odnośnie Jego osoby. Nie mam nic przeciwko temu, byś się z nim spotykała, ale uważam, że nie jest on materiałem na dobrego chłopaka. Tak, więc o co poszło ? - Usiadła tuż obok swojej przyjaciółki.
- O... No wiesz. - Spojrzała na nią znacząco . - On chce, ale ja nie chcę i oto poszło.
- Napalony pies. - Warknęła pod nosem Kao.
- Gorzej. - Wymamrotała Mary.
- Jest coś gorszego od napalonego psa ?
- Pijany, zaćpany napalony pies.
- No tak... Masz rację to jest gorsze. - Zgodziła się z przyjaciółką.
- No widzisz. - Westchnęła. Kao położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Wiem co ci pomoże.
Kao podniosła się podchodząc do swojego barku, gdzie trzymała alkohol na takie różnie okazje. A takowa okazja właśnie była. Wyciągnęła wino i dwa kieliszki, po czym wróciła do Mary.
- Tak, to pomoże.
- Wiem co dobre. - Uśmiechnęła się.
- Zdecydowanie. - Zgodziła się z nią Mary.
Kao otworzyła z małym trudem gdyż mniej sprawna ręka utrudniała jej to. Mary dopiero teraz zobaczyła, że Kao ma bandaż na ręce.
- Co ci się stało ? - Spytała.
- Nocy spacer po lesie. - Nalała do kieliszka swojego i Mary, po czym podała jej. Usiadła ze swoim obok niej.
- Tylko ty masz takie pomysły. - Uśmiechnęła się delikatnie. - A tak w ogóle to nic poważnego ? - Widać było, że zaczęła się o to martwić. Dobrze, że chociaż to odwróciło uwagę od jej chłopaka.
- Nie, dzięki takiemu jednemu, który mi pomógł. Byłam dzisiaj u lekarza z tym, zszył mi ranę i przepisał antybiotyki...
- Hmm... Taki jeden ? - Powtórzyła unosząc znacząco brwi do góry.
- Mhm... Taki jeden dupek. - Wzięła łyka z kieliszka.
- Dupek ? Oj Kao, Kao...
- Weź Mary! Jest dość nieprzyjemny, ale mi pomógł. Podziękowałam mu. Tak czy siak jest w stanie zniszczyć każdą miłą chwilę.
- Kto to ? - Zapytała zniecierpliwiona.
- Ma na imię Alex, tyle wiem. Przyjechał nie dawno do miasta. Wiesz, taki wysoki, wiecznie rozczochrany. Dzisiaj siedział w tej naszej spelunie.
- Uhu. Chyba go widziałam. - Powiedziała niepewnie.
- Tobie żaden nowy nie umknie . - Mruknęła.
- No wiesz... Ja to ja. - Uśmiechnęła się dopijając wino. Kieliszek Kao również był pusty więc nalała sobie i Mary. Spędziły tak kilka godzin siedząc i gadając przy tym popijając wino. Kao trzymała się nieźle w porównaniu do Mary. Wypiły trochę tych butelek i to wszystko przez temat który zaczęły.
Kao zebrała się w sobie i pomogła Mary dojść do domu. Robiło się powoli ciemno, a Mary miała słabszą głowę w porównaniu do Kao. Chociaż jak i ona tak i Mary nie piją zbyt często. Własnej roboty wino jest jednak najlepsze. Po odprowadzeniu przyjaciółki do domu ruszyła w drogę powrotną.
Nie śpieszyło jej się tak do domu. Tak bynajmniej stwierdziła po krótkim namyśle. Była nieco wstawiona, ale kontaktowała . Coś mówiło jej by iść go odwiedzić, ale spodziewała się, że nie otworzy jej drzwi. Tak czy siak warto było spróbować. Bez strachu weszła do lasu odnajdując ścieżkę, która prowadziła do jego domu. Wcześniej bałaby się iść taki kawał całkowicie sama, szczególnie po tym co się jej przytrafiło, lecz teraz nie odczuwała tego strachu co było oczywiście zasługą wina, które spożyła w naprawdę dużej ilość. Dotarła do domu Alex'a. Stanęła przed drzwiami pukając do nich.
W tym czasie Alex jeszcze spał, nie był to twardy sen, gdzie nie słyszy co się dookoła niego dzieje. Usłyszał więc jak ktoś dobija się do jego drzwi. Zignorował to. Schował głowę pod poduszkę próbując dalej spać z nadzieją, że ten kto stoi pod jego domem odejdzie uznając, że nikogo nie ma. Tak byłoby najlepiej dla niego i dla tej osoby. Po dwóch minutach zerwał się z łóżka z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy. Nienawidził jak ktoś go budzi, szczególnie tak wcześnie. Robił się naprawdę nieprzyjemny gdy jest niewyspany, albo gdy jest głodny. Na szczęście tej osoby było to pierwsze, nie zmienia to faktu, że da jasno do zrozumienia, że go ten ktoś obudził. Zszedł na dół i znalazł się w ciągu ułamku sekundy przy drzwiach, które otworzył. Drzwi otworzył tak gwałtownie, że osoba która stała po drugiej stronie zamiast w drzwi uderzyła w jego tors. Spojrzał na osobnika, który go obudził.
- Ups... - Wymamrotała. - W końcu... Otworzyłeś. - Uniosła głowę by spojrzeć mu w oczy, zmrużyła je nieco gdyż mężczyzna miał całkowicie czarne tęczówki. Nienaturalne. Uznała, że przewidziało jej się i wzruszyła ramionami.
- Co ty tutaj robisz ? - Spytał przyglądając się jej uważnie. - Piłaś. - Dodał.
- Mhm. - Skinęła głową dziwnym zadowoleniem. Jak ona w ogóle tutaj doszła to była zagadka dla niej i w chwili obecnej dla niego również.
- Obudziłaś mnie. - Mruknął pod nosem a na jego twarzy pojawiło się niezadowolenie.
- Straszne, naprawdę. Przeplaszam... Nie wiedziałam, że śpisz. Mogę wejść ? - Spytała niewinnie. Alex oparł się o framugę drzwi krzyżując ręce. Kao zaś wlepiła wzrok w jego wyrzeźbiony brzuch, do którego po chwili się przytuliła. Nieco oszołomiony Alex patrzył na czubek jej głowy.
- Co ty... ?!
- Jesteś zimny. - Mruknęła pod nosem, ale mimo to nie przeszkadzał jej ten nieludzki chłód, nad którym powinna pomyśleć, ale była za bardzo wstawiona, żeby myśleć o czymś takim.
- Dobra... Przekonałaś mnie, właź. - Głupstwem byłoby teraz ją wygonić, zamknąć jej drzwi przed nosem i iść dalej spać. Była pijana, ale wbrew temu kontaktowała jako tako. Nie nazwał by tego kontaktem ze światem. Plusem było to, że mówiła wyraźnie. Jeszcze. Gdy zadowolona z siebie Kao puściła go weszła do środka idąc przed siebie.
- W lewo. - Rzucił zamykając drzwi. Kao skinęła głową i skręciła w lewo prosto do salonu. Alex był już tuż za nią.
- Więc pochwal się ile wypiłaś i dlaczego piłaś beze mnie.
- Bo po pierwsze... - Czknęła . - Nie mam do ciebie numeru, po drugie nie lubię ciebie, po trzecie to były babskie pogaduszki bez facetów. - Wyliczała po kolei na palcach.
- Nie lubisz mnie, a jednak przyszłaś tutaj. - Uśmiechnał się z zadowoleniem.
Usiadła na sofie.
- Bo było bliżej.
- Bliżej ?
- Mhm. - Przejechała dłonią po materiale sofy. Kao sama nie wiedziała po co tutaj przyszła. Po prostu chciała go zobaczyć i tyle, dowiedzieć się czegoś. A to że była pod wpływem powodował że pierw robiła potem myślała. Dopadło ją znużenie, ziewnęła głęboko.
Alex westchnął ciężko nie wiedząc co o tym myśleć. Przeczesał palcami kosmyki włosów.
- Zdrzemnij się. - Polecił i nie musiał mówić drugi raz. Kao skinęła głową i położyła się wtulając policzek w poduszkę. Chwila, moment i już dziewczyny nie było.
Wyglądało to tak jakby przyszła tutaj tylko po to by go obudzić, co nieco go zirytowało. Nie chciał jej jednak skrzywdzić, bo straciłby rozrywkę. Opuścił salon pozwalając jej się zdrzemnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz