czwartek, 13 sierpnia 2015

Rodział I

Właśnie skończył remontować swój dom, który porzucił na naprawdę długo. Zapomniany budynek w środku lasu, do którego prowadzi tylko jedna droga, ale i tak idzie się zgubić. Idealne miejsce dla kogoś takiego jak on. Ciche, spokojne miejsce oddalone w jakimś stopniu od miasta. A tak właściwie, mówiąc, że wyremontował to znaczy, że ktoś za niego to zrobił. Od czego ma się ludzi, którym wystarczy zapłacić godnie by odwalili za niego całą robotę ? Po co sam ma sobie zawracać tym głowę. Chciał zamieszkać w odnowionym domu, a nie wyjętym niczym z horroru. Bo bądź co bądź lata zrobiły swoje i zostawiły piętno na starym budynku. Zdałoby się by jego właściciel go odnowił co też zrobił. Był jak... nowy ? W sumie nie pamięta jak wyglądał jak był nowy, ale czy to było aż takie ważne ? Budynek zdatny do życia i to mu wystarczyło.
Odwrócił się od budynku, przed którym właściwie stał i ruszył w las, który trzeba było przejść by dotrzeć do miasta. Mężczyzna musiał coś zjeść co było oczywiste. Coś prosto z żyły. Brzydził się tymi, którzy żywili się z worków. Było to obrzydliwe. Wolał by to co jadł - czyli krew, miała 37 stopni. Nie wymagał dużo, prawda ? Oczywiście, że nie. 
Zatrzymał się w pewnej chwili czując słodki zapach w oddali. Unosił się tak beztrosko, przyciągał do siebie, wołał go. Po co ma iść do miasta, skoro coś żywego biega mu po lesie ? Możliwe też, że to ktoś martwy... Wtedy jego wędrówka poszłaby na marne, lecz warto tak czy siak sprawdzić źródło tego zapachu. Zboczył ze ścieżki, którą szedł. Bez problemu omijał wszystkie przeszkody w postaci krzaków, wyrastających złośliwie korzeni, gałęzi. Nim podniósł wzrok coś w niego uderzyło. Brązowowłosa odbiła się, zrobiła kilka kroków do tyłu łapiąc równowagę. Uniosła swoje brązowe tęczówki, w których mężczyzna dostrzegł strach. 
Trzymała się za ramię, w okolicach miejsca, za które trzymała dostrzegł czerwień. Z palców kapała jej czerwona ciecz - krew, której tak pożądał. Dla krwi, tutaj właśnie się zjawił. Jego wzrok wrócił z powrotem na jej twarz, a raczej obecnie jej profil. Nerwowo oglądał się za siebie. Ciekaw przed czym uciekała spojrzał nad nią. W ciemnościach dostrzegł ślepia, a po chwili donośne warczenie, wilków które kryły się w krzakach.
- Po... Pomożesz mi ? - Spytała ni stąd ni zowąd uważnie przyglądając się nieznajomemu. Miał być to jeden z jej udanych dni, a okazał się jednym z tych gorszych. Dlaczego taki pech ją prześladuje ? W jej oczach zebrały się łzy, które tak dzielnie powstrzymywała. Łzy nie były efektem emocji, lecz bólu, który odczuwała. Rozszarpane kłami wilków ramię nie wyglądało najlepiej i zdałoby się je opatrzyć, lecz do domu ma naprawdę kawałek drogi. Dlaczego chciała wracać do domu przez las? Co ją podkusiło do tego ? Przecież to oczywiste, że to teren tych podstępnych bestii. Zacisnęła dłoń na ranie starając się tym samym zatamować krwawienie, jednocześnie uważnie przyglądała się mężczyźnie, który dalej milczał i patrzył gdzieś ponad nią.
- Mama nie mówiła, ci że bieganie po lesie z wilkami jest niebezpieczne? - Spytał dość kpiąco przenosząc ciemne tęczówki na twarz dziewczyny. Te wilki nie będą takie głupie i nie pójdą dalej. Miała szczęście, że uciekła przed nimi aż tutaj. Można było powiedzieć, że to już jego teren i muszą się z tym pogodzić.
Brązowowłosa obejrzała się jeszcze raz za siebie ignorując kpiący don mężczyzny. Wilki stanęły, nie drgnęły ale dalej warczały. W końcu ten, z krwią na pysku prychnął i odszedł a za nim reszta. Odczuła dziwną ulgę z faktu iż na karku nie siedzą jej te podstępne bestie. Właśnie ten z ubrudzonym futrem przy pysku zostawił jej tą pamiątkę. 
- Nie nie mówiła. - Odwróciła się w jego stronę. - Nie miała takiej okazji by dać mi taką ważną radę. 
- A powinna, nie miałabyś teraz rozszarpanego ramienia.
- Możesz skończyć... Proszę? - Owszem lubiła się kłócić, sprzeczać, droczyć, ale w chwili obecnej nie miała na to siły. Po prostu ból nie dawał jej chwili wytchnienia. - Rozumiem, że mi nie pomożesz. -Mruknęła mrużąc oczy. Posłała mu chłodne spojrzenie po czym ruszyła, powoli tak by nie przewrócić się o wystający korzeń. Jednak to nie korzenie były przeszkodą a jej własne nogi, o które się potknęła.
Mężczyzna widząc, że leci jednym zwinnym ruchem chwycił ją w talii. Zrobił to i tak z opóźnieniem gdyż zapach jej krwi za bardzo zamroczył go. Tak czy siak uratował jej dość ładną twarzyczkę przed spotkaniem z ziemią. Postawił ją z powrotem w pionie tak jak powinna stać.
- Nie odezwałem się ani słowem, że ci nie pomogę.
- A pomożesz?
- Nie.
- No widzisz... Już cię nie lubię.
- Dalej masz tyle siły ?
- Wystarczająco by się kłócić z kimś takim jak ty.- Odparła. - Ale... Mimo wszystko dziękuję.
- Do usług. - Odpowiedział unosząc kącik ust do góry. Była coraz bledsza, nie zdziwił by się gdyby nagle straciła przytomność. Dlaczego jej nie pomoże ? Mógłby ją po prostu wziąć na ręce i zanieść. Nogi co prawda miała sprawne, lecz straciła za dużo krwi. Dziewczyna tak jak się spodziewał straciła przytomność. Chwycił ją nim "prawie" znowu spotkała się z ziemią i wziął ją na ręce. Niby szedł tutaj by zjeść właśnie ją, ale mimo wszystko teraz nie ma takiego zamiaru. Chce jej pomóc, chociaż przeczy to z tym co jej powiedział. Nie był dobrym gościem, więc dlaczego miałby się z tym kryć i być nadmiernie uprzejmy ? Stał jeszcze chwilę przyglądając się twarzy nieznajomej. Kosmyki brązowych włosów przykleiły się do mokrego od potu czoła. Ciekawe ile biegła i jak udało się jej wyrwać z paszczy wilka. Tak czy siak teraz mu na to nie odpowie. 

Położył dziewczynę na swojej nowiutkiej sofie, która liczyła dopiero jeden dzień i stała u niego w salonie. Dotarcie do domu nie zajęło mu dużo czasu, a właśnie czas się liczył. Delikatność była mu obca, ale postarał się by nie rzucić dziewczyny na sofę, która i tak już zaliczyła plamę krwi. Tak czy siak nic na to nie poradzi, przeżyje z tym jakoś. Wymieni się ją. Nie zdzierżyłby tego by zapach jej krwi unosił się w domu przez kilka kolejnych dni. Był słodki, uzależniający. Musiał się mimo wszystko skupić na tym co miał zrobić. Nie mógł sobie pozwolić na stracenie kontroli i rzucenie się jak jakaś nie wyżyta bestia ( którą w woli ścisłości i tak był ) na brązowowłosą. 
Wyprostował się podchodząc do jednej z szafek, z której wyciągnął białą, kwadratową apteczkę. Niby ta bezużyteczna rzecz, która zbiera tylko kurz i zajmuje miejsce w końcu się na coś przyda. Nie sądził, że doczeka takiej chwili. Sprawię ułatwiało mu to, że dziewczyna dalej była nieprzytomna. Apteczkę położył na niskim stoliku, który stał przed sofą. Wyjął bandaż, wodę utlenioną... W pewnej chwili dotarło do niego, że nie musi się tak trudzić i zachowywać jak człowiek. Może po prostu dać jej swoją krew, ale problem w tym, że potem będzie się pytać dlaczego po jej ranie nie ma śladu, dlaczego to i dlaczego sramto. Westchnął ciężko rozmasowując sobie palcami skroń. Tyle kłopotów, chciał jej pomóc a teraz ma. Niby proste opatrzenie rany po kłach wilka, a on ma takie problemy. Po prostu się do tego nie nadaje. Zebrał się jednak w sobie i nalał wodę utlenioną na gazę następnie przemył ranę na ramieniu dziewczyny. Gdy przy okazji zmył krew podczas oczyszczania dostrzegł, że nie jest tak źle jakby się wydawało. Oczywiście, że nie był lekarzem, ale doświadczenie, które nabył przez te wszystkie wieki w końcu na coś się przydało. W prawdzie doświadczenie ma w czymś innym, ale również znalazły się takie informacje w jego głowie, które pomogły mu stwierdzić, że będzie żyła. Na szczęście i nie szczęście. Rana nie potrzebowała zszycia nie ważne jak wyglądała. Nie będzie się bawił w krawca. Ma ją opatrzyć, zatamować krew, a jak chce mieć szwy to do lekarza. Nie jest dobro duszy i nie robi czegoś jeżeli nie będzie miał sam z tego korzyści. Potem sobie odbierze od niej zapłatę. Wszystko z czasem. Przyłożył do rany czystą gazę, którą zabandażował mocno, ale nie tak by odciąć całkowicie dopływ krwi do kończyny. Z jedną ręką czy z dwiema. Dla niego bez różnicy. Wyprostował się chowając wszystko i odkładając apteczkę na miejsce by mogła dalej wypełniać swoje zadanie - zbierać kurz. 
Zmierzając ku barku z alkoholem zatrzymał się by jeszcze raz spojrzeć na dziewczynę, leżącą na jego sofie. Ku jego zdziwieniu dostrzegł, że  zaczęła marszczyć brwi. Cicho stęknęła otwierając oczy. Pierwsze co zrobił poderwała się, lecz zaraz syknęła chwytając się drugą ręką, na której miała zaschniętą krew, miejsca gdzie miała opatrunek. Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. Potem te szeroko otwarte oczy przeniosła w jego stronę. Siedział na stoliku jakby nigdy nic na przeciwko niej.
- Witaj śpiąca królewno. - Przywołał na swoją twarz jeden z tych swoich uśmiechów, które zawsze działają na kobiety.
- Gdzie ja jestem ? - Spytała nie odwracając wzroku od mężczyzny.
- U mnie w domu, w salonie, na mojej sofie, którą ubrudziłaś swoją krwią. - Odpowiedział spokojnie, lecz gdy wspomniał o tym, że ubrudziła jego sofę uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Uhm... Przepraszam. - Powiedziała. - Nie! Czekaj... Nie mam za co cię przepraszać, nie prosiłam cię o to byś kładł mnie na "swojej" sofie. Równie dobrze mogłeś mnie położyć na ziemi, a jeszcze lepiej zostawić. - Parsknęła. Zaraz się jednak uspokoiła. Nie wiedziała, dlaczego mężczyzna tak na nią działa. Nie lubiła go, tak ! Nie lubiła, ale była wdzięczna za opatrunek i zajęcie się nią wbrew temu co oczywiście powiedziała. 
- Ale, mimo wszystko dziękuję ci...
- Alex. - Przedstawił się przy okazji.
- Kao. - Ona również postanowiła zdradzić swoje imię gdyż nie wypadałoby nie przedstawić się komuś kto uratował Ci życie.
Alex parsknął śmiechem zaś Kao nadymała policzki.
- Co cię tak śmieszy ? 
- Twoje imię.
- Dlaczego ? Co jest dziwnego w moim imieniu?
- Coś na pewno. - Odpowiedział rozbawiony.
- Gdyby niczego nie było nie miałbyś się z czego śmiać. Nie rozumiem... Zwykłe imię. Kao. Może i jest w tych rejonach rzadko spotykane... Czekaj! Po co ja ci w ogóle tłumaczę, co ?! Jesteś dziecinny. - Mruknęła urażona.
- Droczę się tylko z tobą, dałaś się. - Uśmiechnął się triumfalnie ignorując to co powiedziała o jego "dziecinności " . Czasem potrafił być dziecinny. Co w tym złego ? Wkurzanie jej okazało się jednak dość ciekawym zajęciem.
- Alex to też śmieszne imię. - Powiedziała pod nosem.
- Może. - Wzruszył ramionami. - Tak czy siak nie wyszło ci.
- Oj zamknij się! Naprawdę cię nie lubię. - Podniosła się gwałtownie.
- Rana ci się otworzy gdy będziesz tak gwałtownie się ruszała. Poza tym wypadało by skoczyć do lekarza by na to spojrzał. - Oznajmił całkowicie zmieniając temat i pozbywając się tego rozbawionego wyrazu twarzy. Sam również się podniósł. Był od niej wyższy, mimo że sięgała mu tylko do podbródka. Nie zmienia to faktu, że był i tak wyższy, starszy, silniejszy, szybszy. Mógłby z łatwością ją zgnieść jak robaka, ale dlaczego miałby pozbawić życia tak interesującej osoby? Wyciągnął dłoń kładąc go na jej policzku. Zdezorientowała dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. 
- Co chcesz przez to osiągnąć, co ? - Spytała nieco drwiąco.
- To. - Odpowiedział zaczynając ciągnąć ją za policzek. Ta złapała go jedną, zdrową ręką za nadgarstek ręki. Zaraz jednak cofnęła rękę, a on przestał ją ciągnąć. Poczuła przeszywający chłód. Był zimny, albo jej się wydawało. Przyłożyła dłoń do swojego policzka, które lekko się zaczerwieniło po czym podniosła lekko głowę by spojrzeć Alex'owi w oczy. Wystawiła w jego stronę język, który szybko schowała gdyż coś czuła, że byłby w stanie złapać jej język.
- Jesteś naprawdę wredny.
- Wiem.
- Nie lubię cię.
- To też wiem. Powiedz mi może, coś czego nie wiem. - Uśmiechnął się cwano. Dziewczyna mruknęła coś pod nosem.
- Nie lubię cię.
- Potarzasz się.
- Wiem... A tak właściwie to... Mógłbyś mnie odprowadzić ? - Spytała dość niepewnie gdyż nie wiedziała czy się zgodzi, a sama nie chciała iść do domu. Po tej przygodzie nie zbyt jej było chodzenie gdziekolwiek teraz sama.
- Będę coś z tego miał ? - Zapytał.
- Może. 
- Może ?
- Pomyśle o tym jasne ? To jest zwykła prośba, jeżeli nie chcesz sama pójdę nim mnie wyrzucisz.
- Oj uspokój się, Kotek.
- Kotek ? - Spojrzała na niego zaskoczona. - Nie mów do mnie Kotek bo nie jestem Kotkiem. - Mruknęła po chwili.
- Dobrze, dobrze... Nie tak agresywnie. Złość piękności szkodzi, wiesz ?
- Oj... Jakie to słodkie, martwisz się o moją urodę... - Powiedziała udając przejętą. - Ale spokojnie, nie musisz się martwić. 
- Jak chcesz... Próbuję być miły.
- Naprawdę?
Kiwnął lekko głową.
- Staram się jak mogę, ale nie jestem do tego stworzony. - Wyznał .
- Własnie widzę. - Mruknęła.
Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust, ruszył się z miejsca kierując do wyjścia, zaś dziewczyna nieco zdezorientowana nie wiedziała co ma zrobić więc śledziła go wzrokiem.
- Chodź, odprowadzę cię. - Rzekł wychodząc z salonu. Kao ruszyła zaraz za czarnowłosym doganiając go po chwili z delikatnym uśmiechem
- Jednak masz coś dobrego w sobie.
- Może.  - Otworzył jej drzwi. - A może tylko dlatego, że i tak muszę iść do miasta.
- I zepsułeś chwile. - Burknęła wychodząc na zewnątrz.
- Wiem. - Odpowiedział z zadowoleniem wychodząc zaraz za nią i zamykając za sobą drzwi. Psucie wszystkiego miał we krwi. Ruszył przed siebie, a Kao była zaraz obok niego. Zerknął na nią kątem oka. Gdy się napatrzył, a była to zaledwie chwila tyle mu wystarczyło odwrócił wzrok wyjmując z tylnej kieszeni paczkę papierosów. Wyjął jednego, wsunął między wargi i odpalił. 
Czując zapach dymu Kao przeniosła na niego swój karcący wzrok.
- Palenie zabija. - Mruknęła.
- Wiem. - Odpowiedział obojętnie zaraz po tym gdy wypuścił dym z płuc.
- Mimo, że wiesz to palisz. 
- Wiele ludzi wie, że coś ich zabija a jednak dalej to robią. - Wzruszył ramionami.
- Na wszystko masz odpowiedź. 
- Prawie wszystko. - Poprawił ją przyznając się do tego, że jednak nie ma na wszystko odpowiedzi. Chwila szczerości, która już nigdy się nie powtórzy. Zaciągnął się i wypuścił po chwili dym prosto w jej twarz.
- Przeszkadza ci to ? - Spytał złośliwie.
Brązowowłosa odgoniła dym dłonią zaczynając cicho pokaszliwać.
- A nie widać ? - Warknęła. Mężczyzna przyjrzał się jej uważnie.
- Nie za bardzo.
- Jesteś okropny! - Mruknęła jeszcze chwilę pokaszlując.
- Daj spokój z tymi komplementami. Jeszcze popadnę w samozachwyt.
- A już nie popadłeś ? - Zapytała oschle.
- Może... 
Zaczął grać jej na nerwach. Nikt jej nigdy tak nie zdenerwował jak ten mężczyzna. W pewnej chwili wyciągnęła zdrową rękę chcąc zabrać mu papierosa. Złapał ją za nadgarstek  a drugą ręką pomachał jej karcąco przed nosem palcem. Puścił ją wyjmując tym samym papierosa z pomiędzy warg.
- Niegrzeczna dziewczynka. - Powiedział spokojnie. - Nie zbiera mi się papierosa ani alkoholu pamiętaj. Chociaż radziłbym ci w ogóle nie próbować zabierać alkoholu. Robię się wtedy bardzo nieprzyjemny.
- Bardziej niż teraz ? - Zapytała obrażona i z kpiną. 
- Bardziej.
Po jego odpowiedzi zapadła długa cisza, którą przerywały odgłosy natury gdy byli w lesie a w mieście samochody, które przejeżdżały raz na jakiś czas i idący ulicą ludzie jak w tym przypadku jakaś grupka nastolatków. Alex spalił swojego papierosa przez co Kao ogarnęła ulga. Nie chciała zaliczyć kolejnego dmuchu w twarz.  Szła w znajomą jej stronę dość niechętnie gdyż nie chciała by Alex dowiadywał się gdzie mieszka, jednak co miała mu powiedzieć ? "Idź sobie", " Dziękuję, ale dam sobie rade ". Przecież było to czyste kłamstwo. Bała się iść sama i mimo tego jaki jest czuła się dość bezpiecznie w jego towarzystwie.
Zatrzymała się przed domkiem, który stał na końcu długiej ulicy, gdzie po obu stronach stały w rzędzie domy, w których pewnie mieszkali ludzie bo tak puste po co miałby by stać.
Weszła na ganek odwracając się do niego przodem. Zatrzymał się przed gankiem.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
- Kolejna rzecz, którą musisz spłacić. - Odparł psując tym samym tą miłą chwile.
- Jeju.. Zepsujesz każą miła chwilę, prawda ?
Odpowiedział jej jednak uśmiechem.
- Uważaj następnym razem i nie chodź na spacerki do lasu by pobiegać z wilkami. - Oznajmił, zaś dziewczyna ciężko na to westchnęła. Powiedziała co miała powiedzieć, odwróciła się otwierając drzwi i wchodząc do środka. Nim zamknęła drzwi zerknęła na odchodzącego mężczyznę. Może powinna go zaprosić ? Nie! Pokręciła energicznie głową. W życiu! Zamknęła za sobą drzwi znikając w głębi swojego domu. 

2 komentarze:

  1. Od czego by tu zacząć, hmm... A więc tak... Przyjemnie się to czyta, przyznam szczerze, że wciągające i z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały, bo aż sama jestem ciekawa, jak to dalej się potoczy ^^ pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie to moje klimaty ,nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów ~

    OdpowiedzUsuń