czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział IV

Stał oparty o ścianę tuż obok wejścia do salonu, w której leżał jego gość. Na jego ustach pojawił się dość nikły uśmiech. Że też tak łatwo usnęła, w obcym domu u obcego mężczyzny, który ponad to nie jest człowiekiem. Taka bezbronna. Odchylił lekko głowę do tyłu, zamykając oczy. Skupił się na jej osobie, na jej oddechu, który słyszał. Na jej tętnie, jego myśli uciekły do jej krwi. Ten zapach, tak pociągający, uzależniający. Przejechał językiem po swoich górnych zębach uświadamiając sobie, że ma wysunięte kły. Był to jednak najmniejszy problem bo przez myśl przeszło mu rzucenie tego co postanowił i pójście do  salonu by wgryźć się w jej szyję, dostać się do żyły, w której płynęła ciepła krew, której tak pożądał. Otrząsnął się z tego, otworzył oczy i uderzył pięścią w ścianę, o którą się opierał. W miejscu gdzie uderzył powstało wgniecenie, ściana popękała a  niewielka ilość tynku posypała się na ziemię. Ta dziewczyna źle na niego działa, bardzo źle. Nigdy nie pożądał tak jednej ludzkiej kobiety jak teraz. Jeszcze trochę i pożegnałaby się ze swoim życiem. Wystarczyło by dał się bardziej ponieść swoim zwierzęcym instynktom wzmocnionym rządzą krwi. Opanował się w ostatniej chwili. Oderwał plecy od ściany i odszedł kierując się w stronę schodów, które pokonał. Następnie udał się na koniec ciemnego korytarza i zatrzymał się przed drzwiami do swojego pokoju. Wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Podrapał się po piersi idąc do łazienki, która była w pokoju. Musi wziąć naprawdę długą kąpiel by odczekać swoją chwilę słabości, która właśnie nastała. Cholerny człowiek! Nigdy nie pragnął tak bardzo jakiegoś człowieka jak jej w tej chwili. Było to dość... Irytujące, ponieważ mógł ją mieć, a jednak nie chciał bo by ją wtedy zabił. Czasem przestaje rozumieć samego siebie, co jest dziwne. 
Po kąpieli, która trwała do puki woda nie zrobiła się zimna, ubrał się i opuścił łazienkę. Na sobie miał tylko bokserki i spodnie. Jego dom i może chodzić sobie jak chce, a to że lubi chodzić tak jak teraz to jego własny interes. Poza tym nie zapowiadało się by dzisiaj gdziekolwiek miał wychodzić. Zszedł na dół i skręcając w lewo znalazł się w salonie. Nie, nie będzie siedział i gapił się na dziewczynę, bo na początku miał taki zamiar. Za bardzo by go kusiła. Jej niewinna śpiąca twarzyczka, na którą teraz patrzy. Przyłapując się na tym odwrócił wzrok podchodząc do barku by zabrać z niego butelkę z whisky. Po czym opuścił salon ze swoim przyjacielem. Posiedzi w kuchni i poczeka aż się obudzi. Niby nie było to jakieś wymyślne zajęcie, ale zawsze jakieś. Był cierpliwy, bardzo cierpliwy. Otworzył butelkę siadając przy stole. W ogóle zastanawiał się po co mu kuchnia skoro nie jada ludzkiego jedzenia, które uważa za obrzydliwe. Zaczynał wlewać w siebie alkohol. Oczywiście tak by starczył mu jak najdłużej. W lodówce jeszcze miał wódkę, więc daleko nie musiał iść. 

Kao zaczęła się budzić. Gdy odzyskała kontakt ze światem, który straciła w mniejszym stopniu po wypiciu kilku butelek wina, usiadła przecierając dłonią twarz. Wraz z rzeczywistością powitał ją jeszcze ból głowy. Rozejrzała się uważnie po salonie, który był jej dość znajomy. Już raz tutaj była i wiedziała czyj to salon. Przyszła do Alex'a. Przyłożyła dłoń do czoła, ból głowy nasilił się w chwili gdy chciała sobie przypomnieć coś jeszcze.
- Jak się spało na mojej sofie? 
Dziewczyna podskoczyła od razu przenosząc wzrok na Alex'a, który stał oparty biodrem o framugę wejścia do salonu z dłońmi w kieszeni... I bez koszulki. Odwróciła wzrok od mężczyzny.
- Muszę przyznać, że jest dość wygodna. - Odpowiedziała.
- Cieszy mnie ten fakt, że tak bardzo polubiłaś spać na mojej sofie, ale mój dom to nie hotel, tak tylko przypominam. - Chciał się jej pozbyć, nie dlatego, że jej nie lubił. Doszedł do takiego wniosku siedząc i pijąc w kuchni. Za bardzo jej pożądał i nie wie ile wytrzyma powstrzymując się. 
Kao nie wyglądała na zaskoczoną jego słowami. To Alex, już wiedziała, że to dupek, który raz jest miły a raz tak bardzo oziębły, że odpycha od siebie wszystko i wszystkich.
- Dużo byś zarobił gdybyś z tego domu zrobił hotel. - Stwierdziła wstając.
- Możliwe. - Wzruszył ramionami. - A teraz zbieraj się, odprowadzę cię do domu.
- Już ? - Zapytała udając wielkie zawiedzenie jednocześnie odwracając się do niego przodem.
- Um... Nim mnie wyrzucisz za drzwi, a potem jak dżentelmen odprowadzisz do domu chciałabym zapytać czy masz coś na ból głowy?
- Nie. - Odpowiedział krótko, zaś jego tęczówki delikatnie pociemniały co nie umknęło uwadze Kao. Zlekceważyła jednak to bo uznała, że mogło jej się przewidzieć.
Kao naburmuszyła się, gdyż było to dość nieuprzejme, rozumiała jednak, że wprosiła się i zawitała tutaj naprawdę długo, a widząc jego irytację, którą tak bardzo chciał ukryć postanowiła, że po prostu nie będzie się narzucać i posłusznie opuści domostwo owego dupka.
- Tylko ubierz się. - Mruknęła wymijając sofę. 
- To poczekaj. - Rzucił odchodząc. Wrócił po kilku minutach w koszulce, następnie ubrał buty i otworzył jej drzwi. Kao wyszła i ruszyła przed siebie wiedząc doskonale, że Alex ją odprowadzi i tak było. Mężczyzna był zaraz obok niej i dopiero teraz poczuła od niego zapach alkoholu. Pewnie pił, lecz nie był to jej interes, bynajmniej w tej chwili.
Resztę drogi pokonali w milczeniu. Gdy znaleźli się na skraju lasu Alex był nieco za nią, trzyma dziwny dystans. Zatrzymała się i patrzyła przed siebie.
- Uhm... Mimo wszystko dziękuję Ci, że mnie odprowadziłeś. - Powiedziała odwracając się w jego stronę, lecz mężczyzny już tam nie było. Rozejrzała się uważnie po okolicy, lecz nigdzie go nie dostrzegła. Zostawił ją. Ciekawiło ją kiedy... Nie! Nie ciekawiło jej to. Nie powinien od tak znikać, przecież to niemożliwe! Żaden człowiek nie jest w stanie od tak na pstryknięcie palców zniknąć. A chciała byś miła w przeciwieństwie do niego i podziękować mu za to, że nie wystawił jej za drzwi pijanej, że ją położył i nic nie zrobił. W końcu to mężczyzna. Mruknęła coś pod nosem i nieco zła na Alex'a ruszyła w stronę swojego domu.
Zaraz po dotarciu do domu weszła do kuchni, wzięła coś na ból głowy i antybiotyk, który musiała zażyć.  Wszystko popiła wodą. Skoro wzięła tabletki również powinna coś zjeść, gdyż jej brzuch już domagał się jedzenia. Zaczęła robić omlet, gdy szykowała produkty odezwał się jej telefon. Sięgnęła po niego i odebrała.
- Nigdy więcej z tobą nie piję, Kao. - Burknęła Mary.
Kao zaś zaśmiała się cicho.
- Zawsze tak mówisz, a gdy przychodzisz do mnie to i tak ze mną pijesz.
- Zamknij się. - Mruknęła.
- Też cię kocham, Mary. - Powiedział rozbawiona. - A tak poza tym, chciałaś coś ? - Spytała po chwili. Mary długo milczała.
- Nie, po prostu dzwonię by ci oznajmić, że więcej z tobą nie pije. 
- Zobaczymy. 
Kao wiedziała swoje, zaś Mary swoje. Zawsze i tak wychodziło na to, że Kao miała rację. Rozmawiały jeszcze chwilę po czym rozłączyła się i odłożyła telefon na blat zabierajac się za robienie omletu. Mary zawsze to niej dzwoniła i zarzekała się, żę więcej z nią nie wypije. Co jak co, ale gdy przychodziła do niej to tak czy siak siadały przy lampce wina. Tak już było i będzie, nie ważne co powie Mary. Mimo to piły tylko na jakieś okazje i dla przyjemności, a nie po to by się upić. Przełożyła omlet na talerz i usiadła do stołu zaczynając jeść przygotowane danie. Jej myśli ponownie uciekły do tajemniczego zniknięcia. Dobrze słyszała jego kroki za sobą, a on od tak zniknął. Przecież to nie mieściło się w głowie. Musi to z nim wyjaśnić, bo w końcu co ma do stracenia ? Właściwie to nic. Do głowy przyszła jej jednak dość niedorzeczna myśl. A może on jest mordercą ? Ale po krótkim namyśle stwierdziła, że to głupi pomysł. Przecież zabiłby ją przy pierwszej lepszej okazji, a on mimo to jej pomógł. Nie zmienia to faktu, że zwróciła uwagę na jego dziwne zachowanie dzisiaj rano. Był chłodny i wyglądał jakby go coś wkurzyło. Może to z jej powodu ? Może nie lubi gości, a ona się narzuciła. Przecież nie wiedziała co robi, była pijana w mniejszym stopniu. Jako tako kontaktowała, ale bardzo słabo. Westchnęła ciężko opierając policzek o swoją dłoń. Bawiąc się tak tym omletem straciła w ogóle ochotę na jedzenie, zjadła trochę i już jej starczy. Wstała więc i resztę omletu wyrzuciła zaś talerz wrzuciła do zlewu wraz z patelnią. Zabrała się za mycie naczyń by po prostu nie zalegały. Gdy skończyła udała się do salonu, tam usadowiła się wygodnie na kanapie i włączyła telewizor. Sięgnął po poduszkę, którą objęła i wlepiła wzrok w ekran telewizora. Leciała właśnie jakaś komedia romantyczna. Lubiła takie filmy, więc z przyjemnością oddała się oglądaniu. 
Tak zleciały jej dwie godziny miłego seansu i niemyślenia o tym wszystkim co się wydarzyło . Sięgnęła po pilot i zaczęła skakać po programach z nadzieją, że znajdzie coś co zajmie jej znowu dość sporo czasu. Niby miała iść do Alex'a i z jednej strony chciała, a z drugiej odczuwała dziwny lęk przed jego reakcją na jego widok. W końcu mężczyzna dość otwarcie oznajmił jej, że ma opuścić jego dom. Westchnęła cicho i wtedy usłyszała to. Ktoś pukał do jej drzwi. Zdziwiona odłożyła poduszkę i wstała wychodząc z salonu i podchodząc do drzwi. W tym czasie nieoczekiwany gość ponownie zapukał, zaś dziewczyna w tej chwili otworzyła drzwi. Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie. W drzwiach stał Raphael, jej przyjaciel z dawnych lat. Powitał ją z uśmiechem na twarzy.
- Byłem w pobliżu, więc postanowiłem wpaść i odwiedzić swoją przyjaciółkę. - Wyjaśnił swoją niezapowiedziana wizytę, gdyż widział, że Kao jet zaskoczona. Kao zaś przywołała na swoją twarz wesoły uśmiech.
- To fajnie, wejdź. - Powiedziała zapraszając mężczyznę by wszedł. Ten na początku zawahał się przy przechodzeniu w progu, ale w końcu przekroczył go i wszedł do środka.
- Miałem do załatwienia parę spraw w tym mieście, więc jak wspomniałem wpadłem cię odwiedzić. Więc opowiadaj. - Szedł za dziewczyną do kuchni gdzie go prowadziła. 
- Cieszę się, że wpadłeś. - Rzekła. - Chcesz coś do picia ? - Zapytała nim odpowiedziała nastawiając wodę.
- Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę.
Skinęła głową.
- Więc nic ciekawego się nie działo. No... Oprócz tego. - Uniosła swoją rękę pokazując zabandażowane przedramię. - Byłam na tyle mądra by wracać przez las do domu, jak widzisz skończyło się na tym. 
- Ty to zawsze masz pomysły Kao. - Stwierdził z uśmiechem odsuwając krzesło, na którym usiadł.
- No tak, ja i moje szalone pomysły. - Zaśmiała się cicho wyciągając kubek. Skoro on nic nie chciał to ona sobie zrobi herbatę. Naprawdę zaskoczyły ją te odwiedziny. Szczególnie jego. Zerknęła na niego ukradkiem. Raphael był wysokim blondynem o niebieskich oczach. Uśmiechnęła się do niego gdy przyłapał ją. Odwóciła wzrok od mężczyzny po czym zalał sobie herbatę i z kubkiem usiadła na przeciwko niego.
- Więc co musiałeś tutaj załatwić ? - Spytała ciekawa. Na twarzy Raphaela pojawiło się małe zmieszanie.
- Wiesz Kao... Sprawy biznesowe. - Wyjaśnił. - Nie ma tutaj mówić, mało interesujące rzeczy.
- No tak, nigdy mnie to nie interesowało, więc teraz też nie, ale spytałam z ciekawości. - Wzruszyła delikatnie ramionami. Uważnie przyglądał się dziewczynie, jej twarzy, szyi, na której jego wzrok się zatrzymał. Kao uniosła wzrok znad kubka gdyż czuła jak intensywnie jej się przypatruje. Dostrzegła w jednej chwili, że tęczówki Raphaela delikatnie pociemniały. Zamrugała i były normalne. Cóż pewnie jej się przewidziało. Rozmawiali jeszcze parę minut.
- Zadzwonię do ciebie później Kao, muszę już iść. - Wstał, odwracając wzrok od dziewczyny. Kao również wstała z uśmiechem.
- Dobrze. Wpadnij kiedyś na dłużej niż na kilka minut.
- Postaram się. - Posłał jej jednej z tych swoich uśmiechów po czym skierował się do drzwi. Kao była zaraz za nim. Mężczyzna przytulił ją na pożegnanie.
- Do zobaczenia Kao. - I wyszedł. 
Kao zamknęła za nim drzwi i wróciła do salonu po swoją herbatą, z którą usiadła w salonie na kanapie. Jej myśli nie krążyły już wokół Alex'a a Raphaela i jego pośpiechu. Wpadł chyba tylko ją zobaczyć. Cóż dobre i to. Dobrze zobaczyć starego przyjaciela. Dopiła swoją herbatę i odstawiła ją na stolik. 
Zaczęła się zastanawiać nad pewną rzeczą. Przypomniała sobie, że przytulił się do Alex'a a on był nieludzko zimny. Na samo wspomnienie tego po jej plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz. Dlatego też podniosła się i wzięła laptopa, z którym ponownie usiadła na kanapie układając go sobie na kolanach. Zaczęła szukać informacji. Może i było to idiotyczne, ale znalazła coś, a byłą to wzmianka o wampirach. Przeraziła się. Alex, mógł być wampirem. Ogarnął ją po chwili głupi śmiech. Wampiry nie istnieją, ale jednak... Alex ma nieludzko zimną skórę, do tego od tak sobie zniknął i jeszcze te tęczówki. W sumie wydawało się, że i tęczówki Raphaela również ciemnieją, ale... To jej przyjaciel, zna go od czasów szkoły. Był człowiekiem tego była na sto procent pewna. A Alex ? Zna go od niedawna. Zaczęła się bać. 
Jej wzrok powędrował na okno gdzie stwierdziła, że zaczyna powoli się ściemniać. Ten czas leci szybciej niż mogłoby się jej wydawać. Podniosła się wiec z kanapy, wyłączyła telewizor i opuściła salon, a po chwili i dom. Zamknęła drzwi i ruszyła w znanym jej dobrze kierunku. Czyli w stronę domu Alex'a. Musiała do niego iść, po prostu musiała. Chciała się go zapytać jak to możliwe, że od tak zniknął i zapytać czym dokładnie jest. Przynajmniej uzna ją za wariatkę, ale jej to nie przeszkadzało. Nie obchodziło ją już to, że był taki nieprzyjemny. Kao po niecałych piętnastu minutach była pod drzwiami domu mężczyzny, który słynął z tego, że jest dupkiem i nie tylko. Cóż drzwi były uchylone więc weszła do środka. 

Nie spodziewał się gość, do tego był zły. Gdy próbował się uspokoić zatapiając gniew w bourbonie do salonu weszła blondynka, która widocznie obudziła się. Całkowicie o niej zapomniał, dlatego też miał obiekt, na którym mógłby zaspokoić swój głód i gniew. Gdy kobieta do niego podeszła, a stał przy barku ten wgryzł się w jej szyję dość brutalnie rozrywając jej gardło. Zobaczyła do Kao, która właśnie stała w wejściu do salonu. Miała otwarte usta, chciała przeprosić za najście, ale jak widać nie udało jej się bo sparaliżował ją strach. Przełknęła głośno ślinę spoglądając na niego przerażona, a mogła tutaj nie przychodzić, ale teraz przynajmniej wie kim jest, a jest wampirem, który właśnie zabił dziewczynę, cofnęła się o krok, zaraz następny krok, nigdy nie miała okazji zobaczyć wampira, ba! Żyła w przekonaniu, że to tylko bajka by nastraszyć niegrzeczne dzieci przed snem, serce zaczęło jej bić jak oszalałe.
Alex puścił półżywą kobietę, która wykrwawiała mu się na podłodze. Oblizał z zadowoleniem wargi przyglądając się przerażonej minie Kao. W końcu musiała się dowiedzieć.
- Puka się. - Rzucił.
Kao Rzuciła się do ucieczki, lecz on był szybszy i zagrodził jej drzwi wyjściowe, do których zmierzała. Zatrzymała się i zrobiła jeden, potem drugi krok do tyłu. Nie pamięta kiedy ostatni raz tak bardzo się bała, a Alex nie pamięta kiedy ostatni raz tak dobrze się bawił z człowiekiem tak interesującym i smakowitym jak Kao. Sama przyjemność, bynajmniej dla niego, bo dla Kao nie wydawało się. Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła, a w owym piekle się znalazła. Zaczęła się cofać, zaś Alex ruszył wolno, nieśpiesznie w jej storne. W końcu jej plecy napotkały przeszkodę w postaci ściany. Zadowolony przywarł ją do ściany.
Otworzyła chcąc coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Stała w oko w oko z wampirem, który mógł w tej chwili wgryźć się w jej szyję i zabić. Bała się, ale próbowała zachować zimną krew co było cholernie trudne. Przed nią stał wampir, w całej okazałość. Uśmiechał się, widziała jego kły.  Wampiry nie istnieją, a jednak!
- Um... Nie wypuścisz mnie tak łatwo, prawda ? - Spytała niepewnie i dziękowała bogom, że głos jej się nie załamał.
- Nie, teraz tak łatwo cię nie wypuszczę. Nie wiesz nawet jak bardzo musiałem się powstrzymywać wtedy jak miałaś rozerwane ramię, potem jak spałaś u mnie na sofie. Jeszcze trochę i zrobiłbym to co teraz mam zamiar zrobić.
Chwycił ją za bluzkę. Kao zaczęła się szarpać.
- Puść
Pociągnął rozrywając koszulkę.
- Ups. - Odrzucił skrawek materiału na ziemię. Skupił swój wzrok na jej szyi.
- Co masz zamiar zrobić ? - Spytała roztrzęsionym głosem.
- Ciebie zaboli bardziej niż mnie. -Oznajmił po czym wgryzł się w jej szyję, dość brutalnie tak by odczuła ból bo o to mu chodziło. Od pierwszego spotkania chciał to zrobić, chciał zanurzyć kły w jej szyi. W końcu to zrobił, skosztował jej krwi, która była nadzwyczaj słodka. Taka jak myślał. Uzależniająca, za każdym łykiem chciał więcej i więcej, ale podświadomie wiedział, że nie może jej zabić. Kao poczuła przeszywający ból , z jej gardła wydobył się krzyk, chciała się wyrwać, ale wiedziała, że nie może, że nie da rady bo szybko traciła siły. Pobladła, aż w końcu zemdlała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz