niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział II

Odszedł nawet się nie odwracając. I tak czuł jej wzrok na sobie, było to chwilowe, a jednak. Na jego twarzy zagrał delikatny uśmiech, który świadczył tylko i wyłącznie o jego zadowoleniu. Wszystko szło tak jak chciał, mniej więcej, ale bardziej więcej niż mniej. Tak czy siak szło po jego myśli. Znalazł kogoś, kto umili mu ten czas w tym miasteczku a to już coś. Powoli również będzie wprowadzał w życie swoją zemstę. Robił to tylko dla zasady i przyjemność. Niby mógł zapomnieć o tych ludziach, ale cichy głosik w jego głowie mówił mu, że będzie to błąd. Im mniej ludzi wie o nim i innych mu podobnych tym lepiej. Nie ukrywał jednak, że wiele razy myślał o tym, jak świat by wyglądał gdyby ludzie dowiedzieli się, że istnieją takie istoty ja duchy, wampiry, demony, zombie, wiedźmy itd. Wpadli by w panikę ? Pewnie tak. W końcu te marne istoty uważają się za panów świata, są większością więc to oczywiście. W rzeczywistość (bynajmniej dla niego, bo inni go nie obchodzą) są tylko jedzeniem. Mięsem chodzącym po ulicach, które woła " Zjedz mnie! ". 
Teraz na jego twarzy pojawiło się rozbawienie, które przyciągnęło uwagę blondynki, która stała niedaleko. Również i on zwrócił na nią swoją uwagę. W końcu wyszedł do tego miasta, miał sprawę, a tą sprawą było właśnie jedzenie, które teraz na niego patrzy. Gdy tak się jej przyglądał zrozumiał, że kobieta wyszła z psem, bo niedaleko dostrzegł wszarza, który gdy tylko go wyczuł zaczął ostrzegawczo warczeć i obnażać kły. Tak, zwierzęta go nie lubią. Nie jest mu z tego powodu źle. Pies był na smyczy, ale zaczął się rwać i szczekać.
- Przepraszam. - Wydukała blondynka, zła na swojego psa, który zaczął szczekać jak opętany.
- Nic się nie stało. Nie jestem fanem zwierząt a one nie są moimi fanami.-  Posłał jej jeden z tych swoich uśmiechów, odwracając wzrok od psa, a przenosząc go na kobietę. Była niczego sobie, w sumie nie był tak bardzo głodny , ale przecież nie odmówi jak mu podają. Nie wypada. 
Ukradkiem rozejrzał się po okolicy, w której się znajdował. Znał to miasto jak własną kieszeń, tak jak większość. W końcu miał naprawdę dużo czasu by je zwiedzić. Tak czy inaczej stwierdził, że jest to idealne miejsce. Zero gapiów, zero świadków. Odludzie. W końcu o tej porze. Stali przed parkiem, więc dlaczego nie wybrać jeszcze bardziej dyskretniejszego miejsca? 
- Słyszy mnie Pan ? - Pomachała mu nieśmiało dłonią przed twarzą, przywracając go myślami do świata rzeczywistego. 
- Przepraszam... Zamyśliłem się. - Powiedział to ze skruchą.
- Nic się nie stało. Więc... Ten, tego... Chciałby pan się gdzieś przejść?
- Spacer ? 
Dziewczyna skinęła delikatnie głową. Pies dalej ujadał, co go nieco irytowało. Pozbędzie się kundla później. Nie. Zrobi to teraz. Jego dłoń wystrzeliła i złapał dziewczynę za szyję. Na twarzy blondynki wymalowało się przerażenie i zdezorientowanie, a w oczach widział strach. Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Bądź grzeczna, nie krzycz ani nie uciekaj, dobrze?
Kobieta posłusznie skinęła głową. Alex puścił ją i chwycił kundla, którzy rzucił się gdy tylko wyciągnął po niego dłoń. Skubany wgryzł mu się naprawdę głęboko w dłoń. Drugą ręką złapał go za kark. Po chwili było słychać chrupnięcie. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy, zostawił jej świadomość. Uważał, że tak jest zabawnie.
- O wiele lepiej... Te jego szczekanie zaczęło mnie irytować. - Mruknął odrzucając martwe ciało zwierzęcia gdzieś, gdzie nie będzie rzucało się w oczy. Wczesniej oczywiście zabierając smycz dziewczynie i odrywając go ze swojej ręki. Mały, zaciekły i agresywny. Do tego potrafi skubany ugryźć. Zlizał krew, która pozostała na jego dłoni po ranie, której już nie było.
- Więc teraz ty. - Jego oczy stały się całkowicie czarne. Uśmiechnął się na tyle szeroko, że blondynka dostrzegła jego wydłużające się kły. Wgryzł się w jej szyję i pił tak długo do puki nie zostało w niej nic. 
Gdy oderwał się od szyi blondynki zrozumiał, że ją zabił. Nie miał na początku takiego zamiaru, ale miał taką dziwną potrzebę. Nie mógł się powstrzymać od wypicia więcej. Dziwne było jeszcze to, że wyobrażał sobie krew Kao. Tą słodką woń, tą uzależniającą słodką woń jej krwi, która została na jego sofie. Cholera! Wrzucił ciało blondynki w krzaki, w które wrzucił wcześniej ciało martwego psa. Wbrew temu nie było nic widać. Dopiero później dojdzie smród, ale przecież go to nie obchodzi. Pojadł więc teraz może się upić... O ile mu się uda. Wytarł rękawem usta i ruszył w stronę jednego z barów, który jest czynne 24 godziny do tego alkohol mają niczego sobie.

***
Gdy Kao wstała wydawało jej się, że był to tylko głupi sen, lecz gdy poruszyła ręka poczuła przeszywający ból. Więc nie był to sen, a rzeczywistość. Naprawdę napadły ją wilki, " uratował " ją czarnowłosy mężczyzna, który nie był dość przyjemny, ale za to przystojny. Tak czy siak nie zmienia to faktu iż go nie lubi.
Gdy zrobiła koło siebie przypomniały jej się jego słowa. Musi iść do lekarza i nie może z tym czekać. Dlatego też od razu ubrała się i wybyła ze swojego domu. Mieszkała sama, jej rodzice nie żyją a najbliższa rodzina jest w drugim mieście. Nie zmienia to faktu, że jest jej z tym źle. Samotność nie przeszkadza jej tak bardzo, ma wielu przyjaciół, o których myśli i nie jest tak źle. Może do nich zadzwonić, spotkać się. 
Po wizycie u lekarza, który stwierdził, że jest dobrze gdyż  rana została bardzo dobrze opatrzona wystarczyło tylko zszyć i przepisać antybiotyki ,które musiała brać. Nie lubiła tabletek, lecz nie miała innego wyjścia. Po zakupieniu wymaganych leków szła przez miasto myśląc co zrobić dziś ze swoim życiem. Zatrzymała się przed barem gdyż poznała znajomą sylwetkę siedzącą przy barze. Wyłapała go tak kątem oka gdy przechodziła obok wiecznie otwartego baru, do którego nie miała zwyczaju wchodzić. Teraz jednak przełamała się i weszła do środka.
Siedząc przy barze Alex od razu poczuł znajomy zapach. Uśmiechnął się pod nosem opróżniając enty kieliszek, a dalej nie był pod wpływem... Chyba. Tak czy siak dobrze się trzymał i nie zamierzał przestać. Wskazał na swój kieliszek a barman zaraz mu polał. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Kogo widzą moje oczy... Śledzisz mnie ? - Zażartował.
- Ja ? - Spojrzała na niego oburzona. - W życiu... Po co miałabym ciebie śledzić ? Założę się, że siedzisz tutaj od chwili gdy mnie odprowadziłeś.
- Masz mnie.
- A jednak... - Westchnęła. - Dziwi mnie jednak, że tak dobrze się trzymasz.
- No widzisz, bo pić trzeba umieć. A jeżeli o picie chodzi, chcesz się napić Kotek?
- Z tobą, w tej norze ? W życiu! - Odparła. - I nie kotkuj mi tutaj, mówiłam ci już!
- Nie obrażaj tej nory, jasne? - Odwrócił wzrok, przenosząc go na pełny kieliszek. - Moja ulubiona nora, nie rozumiem co ty masz do niej. - Mruknął pod nosem opróżniając kolejny kieliszek. - To naprawdę przyzwoity bar. Ponad to będę mówił na ciebie jak będę chciał, w końcu mi nie zabronisz.
- Ught! Po prostu wpadłam to tej no... Baru. - poprawiła się.- Bo wracając od lekarza zauważyłam, że tutaj siedzisz. Nie wolno mi ?
- Nie. - Uśmiechnął się złośliwie, ta zaś uderzyła go zdrową ręką w ramię. - Jeszcze z dziesięć razy i może coś poczuję.
- Nie lubię cię! 
- Powtarzasz się, wiem to już.
- To dobrze, że wiesz.
- Wiem również, że mówisz tak bo nie wiesz co odpowiedzieć. 
- Stwierdzam po prostu fakt, że cię nie lubię.
- Dziesięć razy dziennie?
- Jakby trzeba było to i dwadzieścia.
- No niech ci będzie, Kotek. - Odpowiedział opróżniając kieliszek, ta zaś ponownie uderzyła go w to same ramię .
- Potrafisz wszystko zepsuć...
- Tak, jestem w tym naprawdę dobry. - Odsunął kieliszek uznając, że na dziś wystarczy. Odwrócił się do niej przodem. Jego uwagę przyciągnęła reklamówka i jej zawartość. - Co tam masz ? - Wskazał brodą na reklamówkę.
- Ah... Tabletki, znaczy antybiotyk. Byłam w szpitalu. Zszyli mi tą ranę. Dzięki tobie nie wdało się zakażenie. Dziękuję.- Uśmiechnęła się delikatnie.
- Przez to ucierpiała moja nowiutka sofa. - Mruknął pod nosem z niezadowoleniem na twarzy.
- A ty dalej o tej sofie! I właśnie o tym mówiłam! Zepsujesz każdą chwilę.
- Stwierdzam po prostu fakty. 
- A czepiasz się mnie! - Mruknęła.
- Bo taki już jestem. Mówiłem ci, że jestem stworzony do psucia wszystkiego. 
Wstał, a Kao widząc to również za nim wstała.
- Gdzie idziesz ? 
- Do domu, a gdzie mogę iść ? - 
- No nie wiem. Nie czytam ci w myślach, nawet nie chcę, więc.
- Chcesz mnie odprowadzić, bo boisz się, że coś sobie zrobię ? - Zapytał z kpiną, a ta skinęła głową nieprzejęta tą kpiną.
- Tak.
- Niech ci będzie. - Wzruszył ramionami opuszczając bar. Za nim była Kao. Oczywiście, że mogła pożegnać się z nim i odejść do domu, ale nie mogła. Chciała, a nie mogła. Coś mówiło jej, że powinna trzymać się od niego z daleka, ale zaś to drugie coś mówiło, że ma iść za nim. Sama nie wiedziała co ma robić. Była rozdarta. W końcu posłuchała tego drugiego głosiku i postanowiła go odprowadzić głupio tłumacząc się tym, że coś sobie zrobi Mimo, że nie wyglądał na pijanego to nigdy nic nie wiadomo. Może i nie wygląda, ale kto go tam wie.
Alex zerknął na nią kątem oka. Dalej szła obok niego. Ona na prawdę chciała go odprowadzić do domu. Wątpił potem by poszła sama do domu, ale dlaczego miałoby go to interesować. Odprowadzi go, on wejdzie zamknie jej drzwi przed nosem i pójdzie spać. Teraz chce tylko spać. Dzień mu nie służy, szczególnie taki słoneczny jak teraz. Zmrużył oczy gdy wyszli z cienia gdy musieli przejść przez pasy na drugą stronę. Tak, zasiedział się. Od dzisiaj będzie wracał nad ranem do domu. Bynajmniej się postara bo kto go tam wie. Ma tysiąc myśli na minutę i sam ma tego świadomość, a do tego jest porywczy. 
Musieli przejść kawałek by dostać się tam gdzie zaczyna się ścieżka do jego domu, która prowadziła przez las. Dotarli tam jednak dość szybko. On jak i ona nie odzywali się do siebie. On nie widział potrzeby, a ona nie wiedziała o czym ma zacząć rozmawiać. Zatrzymał się w pewnym momencie przed wejściem.
- Możesz już wracać, dalej znam drogę...
- Ale...
- Jestem dorosły.
Był to argument naprawdę mocny, niepodważalny. Mruknęła coś pod nosem.
- No dobra... Jeszcze raz dziękuję za ten no... Ratunek.
- Tak, tak. Masz u mnie naprawdę wielki dług i czekam, aż go spłacisz. - Na jego twarzy zawitał tajemniczy uśmiech, którego Kao nie mogła zrozumieć. Zrobiła kilka kroków do tyłu uśmiechając isę delikatnie. Odwróciła się po chwili na pięcie i odeszła w swoją stronę dość niechętnie gdyż chciała go odprowadzić. Był jednak dorosły i tutaj miał rację. Poza tym wątpiła w to czy da radę wrócić do domu idąc przez ten las.
Alex odprowadził ją wzrokiem, zaraz po tym gdy zniknęła mu z pola widzenia, które miał naprawdę ograniczone, wszedł do lasu znikajac w cieniu między drzewami.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz